MENU

strona główna
o książkach
o muzyce
opowiadania
recenzje
felietony
piosenki
sklepik
linki
kontakt

Witam na mojej autorskiej stronce. Klecę ją przy użyciu prostego html-a, stąd wygląd może i niezbyt atrakcyjny, ale zawartość już - mam nadzieję - rzetelna i ciekawa. Wbrew temu, co w tytule ("strona pisarza"), nie o samej literaturze tu stoi. Sporo miejsca poświęcam działalności muzycznej, wpadają też rezerwiści - i bardzo mi miło, gdyż wątek koszarowy drążę konsekwentnie... Witryna istnieje od 8 października 2006, od tego czasu stale ją modyfikuję i rozszerzam. Zachęcam do kliknięcia w pole "kontakt" - odpiszę na pewno.
Rafał Socha

30 sierpnia 2009
W miłej i kameralnej atmosferze winiarni "Stary Rynek" odbyło się w piątek anonsowane przeze mnie już od jakiegoś czasu spotkanie promocyjne. Szczegółowej relacji oczywiście nie będę tu zamieszczał. Kto był, ten widział i słyszał, kto nie był - niech żałuje... Przeszło godzinę rozmawialiśmy o moich książkach, nie tylko o tych najświeższych. Można było posłuchać wybranych fragmentów opowiadań, nabyć poszczególne publikacje z ewentualnym podpisem i dedykacją. Rozmowę poprowadził wiceprezes Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji "Li-TWA", pan Bogdan Knop. Ponadto w piątkowym wydaniu Gazety Wyborczej ukazało się coś w rodzaju recenzji książki Rękawica koloru khaki (wraz z zapowiedzią popołudniowej imprezy promocyjnej). Tekst artykułu pt. "Raczej ostre klimaty" do poczytania tutaj. Wracając zaś jeszcze do minionego wieczoru - nieobecnym na pocieszenie powiem, że powtórka podobnego spotkania autorskiego (pod egidą "Li-TWY") planowana jest na przyszły rok.
21 sierpnia 2009
Dziś dwie istotne informacje. Przede wszystkim ta "organizacyjna" - zapowiadany wieczór autorski odbędzie się za tydzień (tj. 28 sierpnia w piątek) w Winiarni "Stary Rynek" w Częstochowie (ul. Mirowska 10) o godzinie 19.00. Organizatorem spotkania jest wydawca obu ostatnich książek, czyli Literackie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji "Li-TWA". Poza tym miło mi donieść, że w serwisie BiblioNETka.pl pojawił się pierwszy komentarz (recenzja) do książki Rękawica koloru khaki. Zapraszam – i do lektury, i oczywiście na przyszłotygodniowe spotkanie promocyjne!
31 lipca 2009
Powiem krótko: mimo teoretycznego sezonu "ogórkowego" tegoroczny lipiec okazuje się być miesiącem iście "premierowym":-)! Zaczęło się od singla, a skończyło na książce! Wcześniej nie chciałem zapeszać i zbyt głośno tutaj nowej publikacji nie zapowiadałem, ale dziś już mogę z czystym sumieniem oznajmić - szósta książka jest! Nosi tytuł Rękawica koloru khaki i stanowi rasowy zbiór opowiadań. Zawiera 10 utworów z lat 2007-2009, które w większości były publikowane w "GALERII" (bądź też w jej "poprzedniczce" - tj. w magazynie literackim "Li-TWA"). W książce znalazły się też miniatury z "ROCZNIKA LITERACKIEGO 2006". Całości dopełniają 2 zupełnie nowe teksty - tytułowa Rękawica koloru khaki oraz Wino, kobiety i śpiew. Podobnie jak lutowe Urywki rzeczywistości - książkę wydało Literackie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji "Li-TWA". Format A5, papier kredowy, całość liczy 176 stron. Tym razem pokusiłem się o własne słówko wstępne (przede wszystkim chodziło mi o rzetelne wyjaśnienie Czytelnikowi, skąd się poszczególne teksty wzięły - tzn. co i gdzie już było opublikowane, a co i kiedy specjalnie dla potrzeb książki powstało). W słówku tym m.in. stwierdzam, że mocno stęskniłem się za zbiorem opowiadań. Prawda. Oj, prawda! Bo przecież pierwszym (i jak dotąd jedynym) moim zbiorem opowiadań pozostawał debiut (Dzikie Rodeo - 7 lat temu!). Drugim zaś jest właśnie dopiero Rękawica koloru khaki... A więc spory dystans obie książki dzieli... Jak można się domyślić z tytułu - znów odświeżam wątki koszarowe. Ano tak, zgadza się, tyle tylko, że w tegorocznym ujęciu są one solidnie wymieszane z wątkami cywilnymi, co - mam nadzieję - podnosi w jakimś tam stopniu ogólną wartość tekstów. A przynajmniej nadaje im cechy bardziej uniwersalne - lecz o tym już nie mnie rozstrzygać oczywiście... Książka zatem jest, cichą premierę nawet przeszła (w minioną środę na cotygodniowym spotkaniu Towarzystwa), lecz taki prawdziwy wieczór autorski planujemy na 28 sierpnia (w czasie Dni Częstochowy). Na wieczorze będę chciał przybliżyć nie tylko Rękawicę koloru khaki, ale i Urywki rzeczywistości, i singla Kilka wskazówek dla grzecznych dziewczynek (choć zapowiada on jedynie pełny LP). Cóż, to na razie przymiarki, ale jasna sprawa, że jak się termin i miejsce imprezy na sto procent wyklaruje - na pewno o tym poinformuję.
4 lipca 2009
Witrynie stuknęło 1000 dni! Trudno tę okazję nazwać jubileuszem, chociaż liczba okrąglutka (aż miło). I pewnie ona sama mogłaby już być wystarczającym powodem, żeby tutaj coś nowego napisać, powspominać i tak dalej, ale... No właśnie. Tak się składa, że nie jedyny to akurat news. Nie jedyny, bo w środę (1 lipca) premierę miał wreszcie długo wyczekiwany singiel. Nagrany zimą, wytłoczony ze trzy tygodnie temu... W końcu doczekał się tzw. premiery, skutkiem czego światło dzienne ujrzały oficjalnie dwa utwory: Kilka wskazówek dla grzecznych dziewczynek oraz Notatka z fazy REM. Oba nienowe, choć na płytce w absolutnie nowych aranżacjach. To było moje drugie do nich podejście - i więcej już takowych nie planuję. Nagrywam obecnie pełny longplay, częściowo z nowym, częściowo ze starym materiałem, ale tamte piosenki się nie powtórzą, dostępne będą tylko na singlu. Od środy można go nabywać, cena niewygórowana: 4,99 zł. Generalnie polecam zakupy u wydawcy, choć i w moim "sklepiku" takowa możliwość istnieje. Wspomniałem o longplayu, o nowym materiale... Ano właśnie. Bo to jeszcze nie koniec newsów. Otóż inwestorzy tak się zmobilizowali, tacy szczodrzy byli, że jeszcze tegoż samego 1 lipca "dociągnęli" zbiórkę w ramach przedsięwzięcia SPAM do samego końca! Dwa prezenty jednego dnia:-). Akurat byłem na krótkich wakacjach, kiedy miały miejsce oba "epokowe" wydarzenia... Oczywiście uważni analitycy mogą zauważyć, że początkowy próg w SPAM-ie ustawiłem na 1200000 megagroszy, a skończyło się na 500000... Jak w przypadku pierwszej płytki. Ano fakt. Pod koniec czerwca uznałem jednak, że nie ma sensu czekać nie wiadomo jak długo, aż uzbieram te mityczne 1200000 i próg po prostu (dzięki uprzejmości Załogi MT) obniżyłem. Wydaje mi się, że dobra to była decyzja. Wielkich perspektyw na dojście do wyższej kwoty prędko nie było (album - mówiąc brzydko - od miesięcy raczej "kisł" i "gnuśniał"), że już o zjadliwych i złośliwych komentarzach - którymi mnie raczono - nie wspomnę. Uciąłem więc ten stan zawieszenia. Tym bardziej, że i nagrywanie nowych utworków idzie w miarę sprawnie, liczę sobie, że potrwa ono jeszcze ze 3-4 miesiące (a akurat kasę na studio we własnym zakresie zgromadziłem). Jest zatem szansa, by druga płyta została ukończona nie za ileś tam lat, a w niedalekiej perspektywie (tj. powiedzmy około połowy roku, bo marzy mi się kolejna muzyczna premiera dnia 5 stycznia; dlaczego akurat wtedy - zorientowani będą wiedzieli:-). No nic, zobaczymy. Dziś cieszę się z singla i obiecuję, że zrobię wszystko, aby drugi krążek był pełnym, około 35-minutowym LP, no i mam nadzieję, że jeszcze lepiej od singla nagranym, a w sensie aranżacji - dziełkiem bardziej w moim stylu (bo - mimo wszystko - na singielku fantazja lekko mnie poniosła i trochę z różnymi konwencjami "poeksperymentowałem").
31 maja 2009
W ramach VII Dni Książki, jak co roku organizowanych przez Bibliotekę Publiczną oraz Miejską Galerię Sztuki w Częstochowie, odbyło się tzw. "Patio literackie". Pogoda uniemożliwiła przeprowadzenie spotkania pod gołym niebem, "patio" przeniesiono pod dach. Dyskusję znów zdominowała tematyka "częstochowska". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tegoroczna edycja Dni Książki teoretycznie odbywa się pod hasłem "Literatura. Źródła", a nie - jak rok temu - "Literatura. Miasto"... No ale cóż, widocznie trudno się organizatorom od pewnych zagadnień uwolnić. Pozostaje jedynie żałować, że tak mało miejsca poświęcono samym książkom. Przybyli liczni autorzy, można było np. o dorobku twórczym, o spojrzeniu na literaturę, o sytuacji pisarza czy chociażby o tytułowych "źródłach" porozmawiać... Trudno, szkoda. Może w przyszłym roku prowadzący nastawią się na bardziej "literacki" scenariusz:-)?
9 maja 2009
Wczoraj odbyła się bardzo przyjemna uroczystość - Gala Jubileuszowa z okazji 75. rocznicy urodzin oraz 25-lecia pracy twórczej Pana Andrzeja Kalinina. Pisarz został uhonorowany Brązowym Medalem za Zasługi dla Kultury Polskiej "Gloria Artis". Miałem zaszczyt wziąć udział w części artystycznej, występując z utworem Zbieram na piwo. Wyboru piosenki dokonał sam Jubilat. Benefis odbył się w Teatrze u Stacherczaka, pod honorowym patronatem Marszałka Województwa Śląskiego.
16 marca 2009
Człowiek przychodzi sobie rankiem do pracy, "jakby nigdy nic", niczego się nie spodziewa, bo to w końcu szary poniedziałek i jeszcze w głowie tak naprawdę nie przebrzmiały echa weekendu, a tu raptem ludzie zaczynają gratulować:-). Ale o co chodzi, pytam zdumiony. A o nową książkę, słyszę w odpowiedzi. A skąd o niej wiesz, nieśmiało drążę dalej. A bo czytam prasę, rzeczowo uzasadnia mój poinformowany znajomy. No i widzicie? Siła mediów... Dziś (i to zaledwie gdzieś tak do godziny 16) odnotowałem przeszło dwadzieścia wejść na stronkę, podczas gdy zwykle - przez cały dzień - jest ich kilka, czasem pięć, czasem cztery, czasem jeszcze mniej. Siła mediów. Wszystko za sprawą wspomnianej prasy. A właściwie - ściślej rzecz ujmując - poczytnego dziennika oraz jego regionalnego dodatku. Cieszącego się sporawym, jak widać, wzięciem. Obok zamieszczam artykulik, który - z pewnym opóźnieniem - donosi o premierze drugiego wydania Urywków rzeczywistości. Pojawił się w częstochowskim dodatku Gazety Wyborczej. Wzmiankę tę trudno nazwać oczywiście "recenzją", ale zawsze to jakaś tam wskazówka dla "badaczy", względnie dla dociekliwych, lokalnych, książkowych moli. Autor uwypukla akcenty regionalne, jego prawo, choć nie do końca o samą Częstochowę się w powieści przecież rozchodzi... No ale jak ktoś czytał, to i wie:-). Sformułowania typu "samozwańczy piewca absurdowski" czy też teksty o oddawaniu "hołdu ukochanemu miastu" do czegoś pewnie zobowiązują. A że padają w powieści... Z jednej strony na pewno miłe są więc tego typu poszukiwania geograficznej odpowiedzi dla groteskowej zgrywy, w końcu sporą część książki - chcąc nie chcąc - poświęciłem poczciwej Częstochowie, z drugiej jednak boję się spłycania wymowy wielowarstwowego utworu. Oczywiście nic nie poradzę, jeśli kogoś wątki regionalne zainteresują wybitnie i to z ich powodu sięgnie po książeczkę, okej, nie ma problemu. Ale naprawdę można się lekko rozczarować, bo realizmu tutaj jest - jak zwykle - niewiele. A i z tymi konkretnymi postaciami "wydeptującymi trotuary" bym nie przesadzał... Choć wiadomo - kwestia interpretacji.
5 marca 2009
W cenionym przeze mnie serwisie rekomendującym książki (BiblioNETka.pl) pojawił się ciekawy komentarz do Urywków rzeczywistości. Pozwalam go sobie zacytować w dziale z recenzjami, podobnie zresztą jak to było w przypadku wcześniejszych książek. Zachęcam do lektury, oczywiście nie wspominając już nawet o zachęcaniu do podjęcia polemiki. Każda opinia jest rzeczą niezwykle cenną, naprawdę jestem wdzięczny autorom rzeczowych komentarzy. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko prosić o jeszcze!
28 lutego 2009
Po dość długim oczekiwaniu drugie wydanie Urywków rzeczywistości stało się faktem. Książka jest! Nareszcie, chciałoby się powiedzieć. Prace nad nią trwały gdzieś tak od listopada, a więc długo, nie ma co ukrywać... Najważniejsze jednak, że do szczęśliwego finału zostały doprowadzone. Wydawcą publikacji jest Literackie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji "Li-TWA". Tytuł ukazał się w serii Częstochowska Biblioteczka Poetów i Prozaików (podobnie jak swego czasu SPR). Książka posiada format A5, ładny papier kredowy, liczy 168 stron. Wydanie zostało wzbogacone o przedmowę oraz posłowie (napisane przez panów Kalinina i Knopa). Powiem szczerze: jestem bardzo zadowolony. Naprawdę estetycznie pozycja ta się prezentuje, w sensie zawartości też niczego jej nie brak. Pierwsze wydanie (2006) zrobione było w nieco chałupniczy sposób, no i zbyt pospiesznie je chyba wtedy w świat "wypuściłem". W miarę upływu czasu dochodziłem bowiem do coraz bardziej zdecydowanego wniosku, iż należy wprowadzić w niektórych miejscach niezbędne poprawki. Kiedy pomysł dojrzał, tak też uczyniłem - i tym sposobem jeden rozdział (Seks przedmałżeński) dość solidnie przeredagowałem, inny natomiast (Rozmowa kwalifikacyjna) w ogóle do tekstu dodałem... Było z tym trochę zabawy, "więcej" już jednak ze wspomnianego utworu "wycisnąć" się raczej nie da. Poprawki naniosłem jeszcze pod koniec 2007 i materiał leżał sobie w szufladzie, aż - dzięki wsparciu "Li-TWY" - pojawiła się możliwość opublikowania go... Cieszę się więc z premiery i książkę oczywiście polecam! Nawet tym, którzy mieli wcześniej okazję wersję pierwotną sobie poczytać. Możecie mi wierzyć - ta z 2009 jest pełniejsza i dużo bardziej dopracowana, nie mówiąc już o jej znacznie przyjemniejszej estetyce... Zresztą co ja się tu będę powtarzał? Po prostu polecam!
18 lutego 2009
Dzisiaj SPAM awansował do top8 - a więc jest już na pierwszej stronie serwisu. Stało się tak dzięki zebraniu przez kilka kapel megatotali i "zluzowaniu" w ściśłej czołówce co nieco miejsca. Wkrótce wysypią się więc płyty spod znaku megatotal.pl i wytwórni SFeRa (nawiasem mówiąc właśnie podpisałem oficjalną umowę na wydanie fonogramu). Nagrania są w trakcie realizacji, obiecałem relację w MEGAZINIE - i taka po niedzieli powinna się pojawić. A w sobotę ciąg dalszy sesji - bardzo ważny dla mnie etap, bo nagrywamy wreszcie wokale. Większość ścieżek jest już gotowych, jak się uda dobrze zaśpiewać, to praktycznie pozostanie tylko kosmetyka (tzn. ewentualne dodanie jeszcze jakichś "smaczków" do piosenek), a następnie miks i mastering. Trochę się to wszystko wydłuża, ja wiem, ale naprawdę robię, co mogę, aby projekt szedł do przodu. Niedługo nowe newsy (w tym - mam nadzieję - literackie też!).
24 grudnia 2008
Ostatni news stricte "literacki" miał miejsce w sierpniu... Później już tylko o muzyce, megatotalu, nowych piosenkach i przymiarkach do nagrywania singla pisałem sobie w aktualizacjach. I tak zleciało prawie pół roku! A dziś wigilia. Życząc wesołych świąt chciałbym odmienić nieco tę monotematyczną tendencję, a jednocześnie podtrzymać sympatyczny zwyczaj dodawania do witryny "choinkowych" prezentów... No właśnie, będzie o literaturze. Po pierwsze prezent. W dziale z opowiadaniami zamieszczam cztery nieco już przykurzone miniatury (Romantyczność, BHP, Pustka i Brom), które przeszło rok temu ukazały się w zbiorczym opracowaniu redaktora Piekarskiego ("VARIA CZĘSTOCHOWSKIE 2006 ALBO ROCZNIK LITERACKI"). I nigdzie indziej - jak dotąd - nie zostały one opublikowane. Sięgnę po nie przy składaniu nowego (szóstego) tomu prozy, którym będzie rasowy zbiór opowiadań, ale na to trzeba jeszcze poczekać (wydaje mi się, że przynajmniej z rok). Póki co polecam wersję elektroniczną (a właściwie "reprodukcję" wersji papierowej, pochodzącej ze wspomnianej publikacji). O samych miniaturkach kilkakrotnie już tutaj wspominałem. Że były próbą usamodzielnienia pojedynczych scenek, że nie w pełni mnie usatysfakcjonowały, że formę takową - przynajmniej na razie - odłożyłem ad acta, że teksty w bibliografii zaistniały i tak dalej, i tak dalej... Uważni Czytelnicy pamiętają, nie ma się co powtarzać. Miło mi natomiast przejść do tego, co "po drugie" i niniejszym zapowiedzieć rychłe zmaterializowanie się poprawionego oraz uzupełnionego wydania Urywków rzeczywistości. O idei wznowienia najnowszej powieści też już parokrotnie wspominałem. Tyle tylko, że były to bardziej pobożne życzenia, aniżeli realne możliwości... Szczęśliwym trafem życzenia te dość konkretnie przekształciły się jednak - na przestrzeni ostatnich tygodni - w tytułową "rzeczywistość", nie mogę zatem odmówić sobie przyjemności uchylenia rąbka tajemnicy i zdradzenia, iż prace nad książką są już mocno zaawansowane (etap drukowania). Poza rozszerzeniem samego tekstu utworu o dodatkowy rozdział (w porównaniu do wersji z 2006) publikacja wzbogacona została jeszcze o przedsłowie (autorstwa Andrzeja Kalinina) oraz posłowie (które napisał Bogdan Knop). Książka powinna pojawić się dosłownie "lada chwila", ukaże się nakładem wydawnictwa "Li-TWA", no i oczywiście - jak tylko to nastąpi - o premierze uroczyście doniosę... A tymczasem Wesołych Świąt!
6 grudnia 2008
W tym roku, z okazji dnia Świętego Mikołaja, przygotowałem prezent muzyczny. Jak nietrudno się domyślić - chodzi o dwa nowe nagrania demo. Internetową premierę miały one wczoraj, tuż przed północą. Wtedy to uroczyście wypuściłem na wolność SPAM oraz Kawałek prostego bitu. Z ich pomocą będę się starał zebrać na nowy fonogram. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, tym razem próg ustawiłem wyższy. Z całą pewnością nie pokryje on wszystkich planowanych kosztów, ale pozwoli poważniej pomyśleć o wymarzonym albumie... Bo tak to już jest, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeszcze w czerwcu nieśmiało przebąkiwałem o mrzonkach związanych z zebraniem na singla, tymczasem singiel jest już finansowo zapewniony (teraz trzeba go "tylko" nagrać i wykonać materialnie), ja perspektywicznie myślę już natomiast o rasowym longplayu... I początek właśnie wczoraj został uczyniony (a start był ostry - przeszło 200 tysięcy megagroszy w ciągu niespełna dwóch godzin!). Zachęcam do słuchania i pobierania nowych piosenek. Póki co niech będą one próbką tego, co wydarzyć się może na singlu, a później na pełnym albumie. Oczywiście o tym, jak SPAM radzi sobie na MT, tradycyjnie informował będę na bieżąco, tymczasem zaś polecam wywiad, jakiego udzieliłem podczas wizyty w Łodzi, a który ukazał się dzisiaj w "MEGAZINIE". Artykuł nosi nazwę Rafał Socha - wejście smoka cz. 2 i zawiera garść moich wypowiedzi:-).
26 listopada 2008
Jestem już po pierwszej wizycie w firmie SFeRa (to ona wyda singla za środki zebrane "na piwo"). Całe przedsięwzięcie dopiero startuje, tzn. mam tu na myśli kolejne etapy realizacji debiutanckiej płyty. Wkrótce dokonam ostatecznego wyboru studia nagraniowego i zabawa zacznie się na serio. A póki co miło mi donieść, że nowe demko jest gotowe. Trudno w tej chwili podać konkretną datę i godzinę premiery w serwisie megatotal.pl, ale z inicjowaniem nowej zbiórki na pewno nie będę czekał w nieskończoność. Osoby zainteresowane dokładnymi namiarami na to wydarzenie proszę o uważne śledzenie wpisów w "MEGAZINIE" - tam powinna się niedługo pojawić stosowna informacja. Ja ze swej strony dodam tylko, że tym razem próg ustawię nieco wyżej, tj. na poziomie 1200000 megagroszy. Teoretycznie zbierał więc będę na EP-kę, noszę się jednak z zamiarem dołożenia kasy i nagrania pełnowymiarowego longplaya. Nie obiecuję, że tak będzie na pewno, niemniej postaram się. Zobaczymy ile braknie i czy mnie będzie stać. Piosenek w szufladzie mam cały arsenał i bardzo bym chciał złożyć z tego wreszcie prawdziwy, około 40-minutowy album. No ale to jest - w najlepszym razie - kwestia drugiej połowy roku przyszłego, a może nawet jeszcze następnego... Póki co nagrywał będę klasycznego singla (z dwoma utworami) i na nim przede wszystkim chciałbym się skupić.
28 października 2008
Wczoraj przed południem "piwny" megatotal stał się faktem! Skarbonka osiągnęła full! I pomyśleć, że kiedy 19 tygodni temu nieśmiało zamieszczałem w serwisie swoje piosenki, i ktoś by mi wtedy powiedział, że uda się uzbierać na singla, wziąłbym delikwenta za hurraoptymistę czy wręcz za fantastę. To nie tak, że nie wierzę w sukces, ale wobec całej masy wspaniałej muzyki (jaką na MT można znaleźć) wizja osiągnięcia jubileuszowego, dziesiątego w historii megatotala wydawać by się mogła zbyt piękna, żeby była prawdziwa. A jednak udało się! Dzięki wsparciu przeszło 180 inwestorów! Teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko dołożyć wszelkich starań, żeby nie zawieść zaufania tychże fanów i nie zmarnować zgromadzonej kasy. Ale wpierw oczywiście muszę ochłonąć. Niby już od jakiegoś czasu megatotal "wisiał" w powietrzu, od 2 czy 3 dni było bardzo, bardzo blisko - i naturalnie miałem tego świadomość - no ale jednak to są dwie zupełnie inne kwestie i dwa zupełnie inne uczucia. Co innego się zbliżać, a co innego dojść. Cóż więcej, hm... Plączą mi się myśli. To chyba tyle, co mogę napisać w tej chwili, tak "na świeżo" i tak "na gorąco". Prace nad płytką - mam nadzieję - niedługo się rozpoczną, a w oczekiwaniu na ich rezultat zaproponuję wkrótce nowy materiał demo - bo jestem w trakcie nagrywania 2 premierowych utworków. Temat to już jednak na inną opowieść, dziś cieszę się z pomyślnego zakończenia zbiórki. Redakcja serwisu zareagowała artykułem Uzbierał na piwo - no to "cyk"!, który pojawił się w tamtejszym "MEGAZINIE". Przekręcono przy tym moje imię, zrzucę to jednak na karb pośpiechu. Poprawnego imienia śpiewającego literata trzeba się będzie bowiem już bardzo niedługo nauczyć śpiewająco;-)!
24 września 2008
No i proszę. Minął zaledwie jeden miesiąc i jeden dzień od chwili, kiedy to triumfalnie donosiłem o osiągnięciu sześciocyfrowego wyniku, a tu... Stan licznika nie tylko się podwoił, ale i potroił! Niesamowita sprawa. Album w międzyczasie wdrapał się na stronę główną portalu (gdzie jest miejsce dla najlepszych - tzn. dla ścisłego TOP8), po czym usadowił pośród tegoż zacnego grona aż na 5. miejscu! Biorąc pod uwagę fakt, iż "na stanie" MT jest aktualnie około 1000 albumów (niezła konkurencja), Zbieram na piwo wynik ma już nieprawdopodobny. Dotąd zebrano 8 megatotali. Liczę na dziesiąty, a może i... Dziewiąty? Kto wie. Powolutku coraz realniejszą jawi mi się prawdziwa (i oczywiście z niemalże "symfonicznym" rozmachem zorganizowana) sesja nagraniowa, której efekt - mam nadzieję - powędruje na prawdziwą płytę! A w międzyczasie może by się udało dograć jakieś nowe demko, które zamieściłbym w ramach zaczynu na nowego singla? Myślę nad tym, bo przecież skoro dobrze idzie, to i nie ma co zwalniać. Jak mawiają mądrzy ludzie - kuć żelazo, póki gorące:-)!
23 sierpnia 2008
Blisko 10 tygodni trzeba było, aby kompilacja piosenek z megatotal.pl uzbierała 1/5 docelowej kwoty. Skarbonka osiągnęła właśnie 100 tysięcy megagroszy! Innymi słowy - mamy 20 procent! Niezorientowanym objaśnię, że chodzi tu o zbiórkę pieniędzy na nagranie (przeze mnie) i wydanie (przez łódzką wytwórnię SFeRa) profesjonalnego, rokendrolowego singla. Piosenki zamieszczone na w/w portalu noszą sympatyczną nazwę Zbieram na piwo - zupełnie jak demo, które nagrałem latem 2004. I żaden to zbieg okoliczności. Zmyślnie posłużyłem się tamtymi nagraniami, co internetowym słuchaczom (sądząc chociażby po wpłatach czy recenzjach) przypadło do gustu. Sprawa jest jednak nadal otwarta, każdy wciąż może pomóc i się do tego "piwa" dołożyć. A warto wiedzieć, że im kto więcej wrzuci do kapelusza, tym większe zyski będzie miał w przyszłości. Na tym z grubsza polega idea "megatotalu", ale po szczegóły odsyłam już do działu "PIOSENKI", stamtąd zaś oczywiście na odpowiednią stronę (z niej pochodzi pamiątkowy screen). O dalszych postępach akcji - ze szczególnym uwzględnieniem kolejnych osiągnięć jubileuszowych - informował będę na bieżąco.
11 sierpnia 2008
Jak obiecałem, tak też czynię - wstawiam dziś do działu z prozą pierwszą część powieści Urywki rzeczywistości. Utwór ten, o ile mogę się tak wyrazić, "prapremierę" swoją miał już jakiś czas temu (tzn. jesienią 2006 - kiedy to spreparowałem coś w rodzaju promocyjnego materiału dla potencjalnych wydawców oraz garstki stałych Czytelników, dopytujących się i niecierpliwie wyczekujących kolejnej książeczki). Poprzednie publikacje ukazywały się w regularnym rytmie czasowym (rok po roku), toteż kiedy tylko ukończyłem pisanie nowej historii (latem 2006), a nie chciałem zbyt długo w szufladzie jej trzymać, począłem rozglądać się za wydawcą. Oczywiście realistycznie zakładałem znów niewielki nakład i skorzystanie z usług którejś z lokalnych oficyn. Wstępnie byłem nawet umówiony z firmą UNTERNET (tą samą, która wydała Halucynacje oraz "tygryska"), tym razem jednak nic konstruktywnego ze współpracy naszej nie wyszło. Wtedy wpadłem na pomysł samodzielnego przygotowania "zeszycika" promocyjnego. Z Biblioteki Narodowej pozyskałem numer ISBN, zrobiłem skład, żona namalowała okładkę i własnym sumptem jako taką książeczkę wykonaliśmy (tzn. druk i oprawę zleciłem drukarni cyfrowej). Poszło tego trochę w świat, ale odzew nie był wielki. Później zawiązało się Towarzystwo "Li-TWA" i postanowiłem przygotować wydanie drugie tej niedocenionej (jak mi się nieskromnie zdaje) książki… Tytuł figuruje w Banku/Skarbczyku Inicjatyw Wydawniczych "Li-TWY", co oznacza - mówiąc wprost - że oczekuje w dość długiej kolejce na dotację (względnie na wsparcie sponsorskie). Ile ten irytujący stan oczekiwania potrwa - nie mnie szacować, w pewnym momencie nadarzyła się jednakże okazja "przemycenia" Urywków rzeczywistości w "GALERII" (naturalnie w odcinkach), z której to sposobności skrzętnie skorzystałem. A że dziesiąty numer magazynu właśnie ujrzał światło dzienne, to i z wielką radością prezentuję dziś dwa ("odkurzone" i lekko zmodyfikowane) rozdziały: Propozycja i Magdalena. Ponadto pozwoliłem sobie na rozszerzenie działu "FELIETONY" o króciutki tekścik, który napisałem z okazji jubileuszowego wydania "GALERII", a który tenże numer (10-ty) uroczyście otwiera. Zapraszam serdecznie!
6 lipca 2008
W ramach nadrabiania zaległości chciałbym dziś zaprezentować felieton z dziewiątego numeru "GALERII" (bo ta się wreszcie drukiem ukazała). Tekst nosi tytuł Przepisy do PUP-y i napisałem go zimą. O genezie wspominałem na gorąco, tzn. w aktualizacji z 12 lutego, nie będę się więc teraz specjalnie powtarzał. Nadmienię jedynie, że - jak łatwo wydedukować - moją publicystyczną próbkę przeczytać można w dziale "FELIETONY". Tym samym inauguruję ostatnią z zaplanowanych (póki co przynajmniej) zakładek na witrynie. Trzy tygodnie temu wystartowały "PIOSENKI", dziś przyszedł czas na "FELIETONY". Postanowiłem przyjąć konwencję zbliżoną do działu z prozą, a więc krótkie słówko na wstępnie i - po kliknięciu - otwiera się podstrona ze skanami publikacji. Zapraszając do lektury zdradzę jeszcze poufnie, że i dziesiąty numer magazynu "GALERIA" się zmaterializował, znakiem czego kolejnej aktualizacji proszę się spodziewać w przeciągu kilku dni. Tym razem przedstawię pierwszą część powieści Urywki rzeczywistości, którą (o czym piszę z kolei w dziale "KSIĄŻKI" - przy okazji zagadnień związanych z bibliografią) dla potrzeb magazynu wstępnie podzieliłem na trzy odsłony. Czy się wszystkie trzy ukażą w postaci oryginalnej, zobaczymy. Ta trzecia jest zdecydowanie najdłuższa, więc ze względów technicznych może się w aż tak obszernej postaci po prostu do ograniczonej objętościowo "GALERII" nie zmieścić. Ale to się jeszcze okaże, na razie potwierdzam, że rozdział pierwszy (Propozycja) oraz drugi (Magdalena) w dziesiątym numerze pisma znajdują się w wersji absolutnie pełnej… I na koniec - miłośnikom wojskowego wątku winien jestem jeszcze odnośniki do dwóch ostatnich fragmencików książki SPR, które się na koledzyzwojska.pl pojawiły: jako czwarty poszedł Czego nauczył mnie kapral Byczek, piątym zaś było Biegiem na misia! Wszystkim fragmentom tytuły nadała redakcja, wszystkie też wkrótce trafić powinny do tamtejszego „Arsenału tekstów”.
19 czerwca 2008
Ostatnio informowałem o fragmencie książki SPR, który ukazał się na społecznościowym portalu koledzyzwojska.pl (pod tytułem Lotne bażanta wspomnienia). Doszliśmy do porozumienia w sprawie kolejnych scenek, efektem czego odcinków będzie pięć. Na razie pojawiły się kolejne dwa (Nafajdać do raportówki oraz Góra skóra, dół jak góra!). Tytuły obmyśla redakcja, nie moja to inwencja, ale zawartość cytowanej powieści jest już jak najbardziej autentyczna. Zresztą podaję odnośniki, można zerknąć. Dziś jednak chciałbym napisać o czymś innym. O innym "zjawisku" internetowym, które związane jest z muzyką, a - ściślej mówiąc - z promowaniem jej, z inwestowaniem oraz z potencjalną szansą zaistnienia na fonograficznym rynku. Nie wdając się tutaj w szczegóły powiem tylko tyle, że idea polega na zbieraniu tzw. megatotalu, czyli kwoty umożliwiającej nagranie, wydanie i wypromowanie profesjonalnej płyty. Zbierać można na singla, można na EP-kę, można na album. Oczywiście nie są to małe kwoty, a im bardziej ambitne zamierzenie - tym więcej kasy potrzeba. Skąd ją pozyskać? Jak uciułać? Otóż wic polega na tym, że pragnący zgromadzić fundusze artysta "wrzuca" na serwer własne utwory (dema, koncertowe lub jakiś inny materiał), których to kawałków każdy może posłuchać za darmo lub - po rejestracji i zalogowaniu - za niewielką opłatą nabyć, ściągnąć i odtąd już legalnie posiadać (np. na kompie albo na empetrójce). Ceny za 1 piosenkę (w formacie mp3) zaczynają się od 1 grosza... A więc symbolicznie. Kupujący "fan" nie tylko staje się właścicielem pliku z utworem, ale i jednocześnie nabywa udziały w ewentualnych zyskach ze sprzedaży profesjonalnej płyty (która powstanie m.in. za te jego wspaniałomyślnie przekazane na rzecz "artysty" pieniążki). Ogólnie idea fajna i - choć zdaję sobie sprawę, że uzbierać pół miliona groszy (czyli 5 tysięcy złotych, bo minimum tyle trzeba do singla) jest rzeczą niemalże niemożliwą - zdecydowałem się zarejestrować i wystawić kompilację "na sprzedaż". Nie dysponuję wieloma nagraniami, coś tam jednak kiedyś stworzyłem, więc po te właśnie "tracki" sobie teraz sięgnąłem. Trzy z nich to kawałki z demonstracyjnej płytki Zbieram na piwo (pominąłem tylko Notatkę z fazy REM), natomiast jako czwarty utworek zdecydowałem się upublicznić efekt zimowej sesji z grudnia 2006, o której - nawiasem mówiąc - obszernie pisałem w newsach z tamtego okresu. Megatotalowa kompilacja jest zatem do posłuchania - więcej szczegółów w dziale "PIOSENKI" (wreszcie mogę go odpalić!). Zachęcam nie tylko do słuchania, ale i wspierania irracjonalnej mrzonki śpiewającego literata. W tym celu - jak już wspomniałem - potrzeba pół miliona groszy. Kupa kasy, ale może się uda... Kto wie, czasem cuda się zdarzają. Liczę na Waszą pomoc!
28 maja 2008
Na portalu koledzyzwojska.pl - pod tytułem Lotne bażanta wspomnienia - ukazał się fragment powieści SPR. Autorom strony do gustu przypadł w szczególności wątek z wartą kaprala Czereśniaka - i ten też fragmencik zacytowali. Jest ponadto krótka notka biograficzna i link do mojej stronki. Jeśli ktoś trafił tu po owym linku - powiedzmy w poszukiwaniu dalszych informacji o koszarowych wspomnieniach bażanta - zapraszam do działu z recenzjami oraz do autorskich wynurzeń na temat książek (oczywiście w dziale z książkami). Przypominam, iż poszczególne publikacje nabyć można w "sklepiku".
21 maja 2008
Sobotnie spotkanie z pisarzami odbyło się w sympatycznej i kameralnej atmosferze. Zainteresowanie - rzekłbym - umiarkowane, dyskusja skupiła się przede wszystkim na Częstochowie. Czy miasto inspiruje, czy ma w sobie coś niepowtarzalnego, czy da się wyróżnić szczególne zalety lub wady, czy może być dobrym miejscem dla sytuowania akcji powieści - a jeśli tak, to dlaczego i o jakie zakątki ewentualnie by chodziło... A może wręcz przeciwnie, może nic ciekawego tu nie ma i nic godnego uwagi się nie dzieje... Jak prozaicy - jako w miarę bystrzy obserwatorzy - Częstochowę odbierają... Dziennikarze prowadzący sobotnią rozmowę skupili się głównie na tego typu rozważaniach. Padły też pytania o charakterystyczne cechy częstochowianina: czy mieszkaniec naszego miasta czymś szczególnym się wyróżnia, jaki jest jego stereotyp, jak może być w świecie postrzegany, z czym kojarzony, czy w ogóle w mieście są jakieś elity - a jeśli tak, to jakie. No i czy elity te inspirują, czy mogą stanowić wdzięczny temat dla pisarza... Ogólnie muszę przyznać, iż spodziewałem się nieco odmiennych proporcji poruszonej problematyki. To znaczy miałem nadzieję, że dyskusja o samej literaturze (w tym wypadku o prozie) będzie jednak szersza, natomiast - jak wspomniałem - rozmowę zdominowały pytania o Częstochowę w sensie ścisłym. Z jednej strony trudno się dziwić ("literatura-miasto" to motyw przewodni tegorocznej edycji Dni Książki), niemniej wydaje mi się, że (korzystając z okazji obecności trzech autorów - trzech, bo nie dotarł pan Olgierd Dudek) mimo wszystko można było pokusić się o rozwinięcie wątku stricte literackiego. Cóż, może przy innej okazji. Tak czy inaczej na pewno osoby, które się w ładny, ciepły, majowy wieczór do Miejskiej Galerii Sztuki pofatygowały, własne zdanie mają na ów temat. I zapewne własną opinię o Częstochowie posiadają, co oczywiste i co dziwić nie powinno. A Częstochowa - że pozwolę sobie raz jeszcze na podkreślenie myśli, którą na sobotnim spotkaniu dość wyraźnie wyartykułowałem - posiada swój unikalny klimat i ma swego ducha, miastem jest inspirującym i, moim skromnym zdaniem, z całą pewnością wdzięcznym do opisywania, czego przykładem chociażby Urywki rzeczywistości, gdzie - choć nieco w zawoalowanej formie - książkowej metropolii z ulicą Frytkową, ratuszem i trzema alejami poświęciłem sporą część powieści. Wierzę, że nie ostatni raz.
4 maja 2008
Zostałem zaproszony do wzięcia udziału w VI Dniach Książki, organizowanych przez Miejską Galerię Sztuki w Częstochowie oraz Bibliotekę Publiczną im. dra Władysława Biegańskiego. Impreza odbędzie się w dniach 16-20 maja, a mój udział polegał będzie na zabraniu głosu w dyskusji: "LITERATURA. MIASTO - JAKA JEST CZĘSTOCHOWA?". Spotkanie z pisarzami odbędzie się w sobotę 17 maja o godzinie 20.00 w Sali Poplenerowej (Miejska Galeria Sztuki, al. NMP 64). Poprowadzą je panowie Aleksander Wierny i Janusz Pawlikowski. Wstęp wolny.
26 marca 2008
Miło mi poinformować, że ósmy numer "GALERII" wreszcie się ukazał. Co za tym idzie - światło dzienne ujrzała także długo oczekiwana nowość (czyli opowiadanie Kredyt na żula). W celu zapoznania się z tekstem tradycyjnie zapraszam do stosownego działu, tutaj natomiast chciałbym jeszcze na moment zatrzymać się przy samej "GALERII". Otóż nastąpił powrót do bardziej poręcznego formatu A5 (a więc takiego, jaki magazyn posiadał na samym początku), z tym że teraz całość wygląda bardziej profesjonalnie (a właściwie książkowo - bo klejona i z grzbietem). Ładnie się to wszystko prezentuje, papier kredowy, edytorska ewolucja na pewno zmierza we właściwym kierunku. Pomniejszoną okładkę zamieszczam obok. Najnowszy tom (styczniowo-lutowy) liczy 128 stron. Złożony jest już kolejny (w redakcyjnym zamierzeniu marcowy), który także powinien się niedługo ukazać, ale czy tak będzie - czas pokaże. Towarzystwo wciąż liczyć musi bowiem na własne siły, póki co z dotacji żadnych nie korzystamy. Wierzę, że to się kiedyś zmieni, że niezłomne wysiłki zapełnienia ewidentnej luki na częstochowskiej mapie zjawisk kulturalnych zostaną przez właściwych ludzi dostrzeżone. Trwają też oczywiście rozmowy z potencjalnymi sponsorami, bo tego typu wsparcie również bardzo by się nam przydało. Każda pomoc jest na wagę złota - w przeciwnym razie periodyk długo "nie pociągnie" i taka jest brutalna prawda, ale to czarny scenariusz i lepiej go nawet nie wywoływać. Tym bardziej, że osobiście planuję kolejne publikacje na łamach "GALERII", o których jednak na razie nie będę się tutaj rozpisywał, bo jest na to ciut za wcześnie.
12 lutego 2008
Napisałem nowy tekst - Przepisy do PUP-y. Nie jest to opowiadanie, raczej coś w rodzaju felietonu. A zatem formy takiej, jakiej dotychczas nie uprawiałem (przynajmniej nie oficjalnie). Pod wpływem emocji, ale i obserwacji poczynionych w tytułowym PUP-ie, postanowiłem wypowiedzieć się wreszcie tak nie do końca literacko. Bo nie ukrywam, iż wszelakie "felietonowanie" uważam za coś grubo podrzędniejszego i typowej prozie zdecydowanie ustępującego (nie każdy zgodzić się ze mną koniecznie musi - wygłaszam jedynie zdanie prywatne). No ale tutaj temat był taki jaki był, raczej na felieton, więc felieton spreparowałem. No i posłałem do "galeriowej" redakcji - spodobał się (a i mnie pisanie tego typu tekstu przypadło do gustu), trafi do lutowego numeru. Oczywiście jak dobrze pójdzie, jak problemy z drukiem przezwyciężymy (bo się małe pojawiły - wspominałem o tym ostatnio). Tak czy siak - dobrej myśli jestem, zniecierpliwionym Czytelnikom mogę zaś powiedzieć tyle: uzbrójcie się w cierpliwość. Opowiadanie z wątkiem kilskim też jest już w zasadzie gotowe, może pójdzie do marcowego wydania, zobaczymy. A wracając jeszcze do felietonów - formę tę chciałbym rozwijać, a jak rozwijać - to i prezentować na stronie. Wizja taka skłoniła mnie z kolei do rozbicia dotychczasowego działu "PROZA/MP3" na trzy odrębne zakładki: "OPOWIADANIA", "FELIETONY" i "PIOSENKI". Na razie widać jedynie tę pierwszą, bo w sumie tylko opowiadaniami chwalić się mogę. Ale i na felietony przyjdzie czas, i na dobrze nagrane piosenki także - mam nadzieję.
20 stycznia 2008
Wreszcie dorobiłem się bannera - od dziś można go zobaczyć w dziale z linkami. Oczywiście wszystkich zainteresowanych zachęcam do wymiany, będzie mi bardzo miło. Z innych spraw - niestety wystąpiły niezależne od zespołu redakcyjnego problemy z numerem ósmym "GALERII" (styczniowym). Drobny poślizg na pewno nastąpi, tak więc premiera Kredytu na żula lekko się przesunie. Ale ja oczywiście rąk nie załamuję, nad tekstem kolejnym powolutku już sobie pracuję i liczę, że w wydaniu lutowym (bądź w marcowym) tradycyjnie pojawi się najświeższy kawałek. Uchylę nieco rąbka tajemnicy i zdradzę, że powrócą tu motywy żołnierskie (i to te najbardziej klasyczne - ze szkółki w powieściowej Kile). Dla wizualizacji zdjęcie obok (jednak nie z Kiły, a z książkowego Plecakowa). W poszukiwaniu materiałów do bannera natrafiłem bowiem na tę właśnie fotkę (przeglądając archiwalne zbiory) i tak mi się spodobała, że ją w promocyjnym "gifie" postanowiłem wykorzystać (reszta migających obrazków już gdzieś kiedyś była, może być więc Czytelnikowi znana - czy to z witryny, czy z "GALERII"; ta jest zupełnie nowa i - jako jedyna "mundurowa" - niechaj informuje o dość istotnym, było nie było, wątku twórczym eks-bażanta Sochy:-).
31 grudnia 2007
I oto kończy nam się rok - pora na małe podsumowanie. Co w ramach aktywności twórczo-artystycznej zrealizować mi się udało? A czego nie? Czy rok 2007 uważam za satysfakcjonujący? Czy raczej nie? A może w ogóle był beznadziejny? No właśnie, pytania tego typu można mnożyć, nie są odkrywcze, ale też i nie ma co ukrywać, że w obliczu zbliżania się nowych dwunastu miesięcy i definitywnego żegnania wszelkich dat z końcówką "2007", człowiek ma prawo poczuć nieodpartą chęć, żeby nawet tak standardowe kwestie sobie poroztrząsać i przez chwilę się nad nimi zatrzymać... W moim przypadku nie działo się wiele - to pierwsze spostrzeżenie, jakie przychodzi mi do głowy (i jakie wysnuć można z analizy niniejszej witryny). O większości spraw pisałem w aktualizacjach, a - jak widać poniżej - rzadko się one zdarzały (może nawet sporadycznie). Nie licząc bieżącego - wpisów było siedem. Mało, ja wiem. Tak wyszło i już, nie miejsce tu na usprawiedliwienia. Rok był atrakcyjny pod wieloma względami, szczególnie druga jego połówka, pracowity i w ogóle... Harmonogram dość mocno miałem napięty, zajęciami różnorakimi solidnie wypełniony, nie leniuchowałem, nie obijałem się, to i czasu na pisanie nie znajdowałem z reguły tyle, ile bym sobie wyobrażał (nie mówiąc już o pisarskich marzeniach zaszycia się w jakimś zacisznym miejscu - oczywiście w celu spłodzenia nowej powieści)... Nic, trudno. Przejdźmy do tego, co się wydarzyło, co "prozie życia" wyszarpałem i w "prozę literacką" przekuć zdołałem: STYCZEŃ/LUTY - nie pamiętam już teraz dokładnie, jakoś na przełomie obu miesięcy dzwoni pan Piekarski i informuje o zamiarze zawiązania stowarzyszenia literackiego z siedzibą w Częstochowie, jak również o tym, iż pracuje nad rocznikiem literackim regionu; szybciutko posyłam cztery krótkie teksty (zarysy trzech wyciągam z szuflady, Brom powstaje "od zera"); w lutym odwiedzam też studio nagrań - do sesji jednak nie dochodzi (zbyt wiele to teraz kosztuje - a byle jakiego, w pośpiechu zrobionego nagrania, po prostu nie chcę - nauczony choćby sesją z grudnia 2006). MARZEC - odbywa się zebranie założycielskie Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji "Li-TWA". KWIECIEŃ - spisuję Kapitana Wójcika. MAJ - wciąż myśląc o nowej sesji nagraniowej coraz intensywniej odkurzam gitarę, po raz wtóry oddzielając materiał "wartościowy" od tego "mniej wartościowego" (mam tu na myśli program planowanej płyty, której wizję wciąż posiadam - a nowe nadzieje na jej powstanie nieśmiało wiążę z działalnością "Li-TWY" i jako takimi perspektywami finansowego wsparcia moich artystycznych pomysłów, jak - w tym wypadku - koncepcja wydania książki z płytą); do niektórych piosenek dopisuję brakujące słowa, a przy okazji układam jeden absolutnie nowy utworek o ciekawej melodii i przyzwoitym tekście (Polisa na niemoc) - dotąd niestety nie nagrany (nad czym sobie po cichutku ubolewam). CZERWIEC - w drugim numerze "LI-TWY" (przemianowanej później na "GALERIĘ") ukazuje się Kapitan Wójcik. LIPIEC - popołudniami, po nużących pracach remontowych, szukam jako takiej weny - w efekcie powstaje Dawno temu na składzie opałowym. SIERPIEŃ - odbywają się Dni Częstochowy, ukazuje się "ROCZNIK LITERACKI" (z miniaturami), wychodzi trzeci numer "LI-TWY" (z tekstem Dawno temu na składzie opałowym). WRZESIEŃ - w czwartej "GALERII" zamieszczam niewielkie słóweczko na temat Dni Częstochowy oraz "ROCZNIKA". PAŹDZIERNIK - kolejną modyfikację strony zwieńczam przeniesieniem jej pod sympatyczny adres "rafalsocha.pl". LISTOPAD - wyciągam z szuflady, dopracowuję i posyłam do "GALERII" Prezent od apteki (opowiadanie było pierwotnie pierwszym rozdziałem książki o roboczym tytule Półpasiec, która przestała mi się jednak "kleić", więc z niej zrezygnowałem, postanawiając wszakże ocalić najbardziej udany fragment - i tak ukazuje się on w szóstym numerze). GRUDZIEŃ - przygotowuję kolejne opowiadania (w tym Kredyt na żula - najbliższy finalizacji tekst, bo - jak dobrze pójdzie - światło dzienne ujrzy już w styczniu), odbywa się spotkanie wigilijne Towarzystwa, wzbogacam witrynę o zaległe utwory... No i tak by to wyglądało. W większości powieliłem tu wpisy z aktualizacji, właściwie lekko je tylko streszczając i uzupełniając. Najważniejsze - nowej książki rok 2007 nie przyniósł, żadnych nagrań także nie. O ile brak książki łatwiej przełknąć (drobne publikacje były, trzy opowiadania miały swą premierę, co jest dobrą zapowiedzią nowego tomu), o tyle muzyka odłogiem leży totalnie. Smuci mnie to, pewne rzeczy nie są jednak do przeskoczenia. O pełnym albumie w ogóle nie mam co marzyć, bardzo droga jest to zabawa. Sam mogę nagrać piosenkę, dwie... Na więcej mnie nie stać. Jeśli nie uda mi się uzyskać jakiegoś konkretnego wsparcia, jeśli pomysł zintegrowanego wydawnictwa nie wypali (książka plus płyta) i - dajmy na to - jakiś hojny, wspaniałomyślny inwestor (instytucja) kasy nie wyłoży, to raczej nici z longplaya. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko wyglądać wsparcia, zabiegać o nie, a - na wypadek niepowodzenia - coś alternatywnego sobie obmyślać. Zobaczymy. Realnie wydaje mi się, że właśnie tę jedną jedyną, może ze dwie piosenki uda mi się w nadchodzącym roku nagrać... Cokolwiek więcej byłoby nie lada sukcesem. Cały czas podkreślam - nie chodzi tu o tzw. dema, tylko o profesjonalne, z prawdziwego zdarzenia, "płytowo-radiowe" nagrania. Zrobiłbym pewnie takowe (przynajmniej z jedno), jak nic nagrałbym coś jeszcze w tym roku - gdyby nie permanentny brak czasu. To drugi problem. Największy stanowi, co oczywiste, budżet przedsięwzięcia, ale i czasem wolnym trzeba dysponować, a w ostatnich miesiącach krucho z tym u mnie było - i to jak rzadko kiedy... Dobra, tyle o muzyce, powrócę jeszcze do prozy i książek, bo wspomniałem o nowym tomiku. Pomysł jest prosty - dalej starał się będę pisać i zamieszczać nowe utworki w magazynie "GALERIA", ukazały się dotąd trzy (przypomnę dla porządku: Kapitan Wójcik, Dawno temu na składzie opałowym i Prezent od apteki). Czwarty bliski jest premiery (Kredyt na żula), pomysły na następne posiadam. Jak tylko uzbiera się tego "okrąglejsza" ilość (powiedzmy około dziesięciu), no i bardziej uzasadniająca samodzielną publikację ilość znaków - wydam całość w formie książkowej. Tęsknię już trochę za zbiorem opowiadań, o ile mogę się tak wyrazić. Od ukazania się książki Dzikie Rodeo minęło pięć lat - a to jedyny w moim skromnym dorobku (jak dotąd) zbiorek opowiadań... Szmat czasu. Później eksperymentowałem z dłuższymi formami, wszelkie pomysły "ładowałem" zazwyczaj w powieści (lub coś "powieściopodobnego" - czego najlepszym przykładem Halucynacje)... Powstawały oczywiście twory fajne, wciąż mi się taka niczym nie skrępowana forma literacka podoba (bo ja lubię dłuższe i lekko "zakręcone" teksty), ale przyszedł czas na kawałeczki krótsze i bardziej przejrzyste. Tak myślę, tak czuję... A póki co życzę wszystkim pomyślnego i szczęśliwego roku 2008, aby był nie gorszy od mijającego. Zdrowie najważniejsze, bo jak jest zdrowie - są i siły, a bez nich trudno iść do przodu. Dużo zdrowia zatem, pomysłów, energii i wspomnianych sił do działania. Spełnienia marzeń, realizacji zamierzeń. Wiadoma rzecz, że nie wszystko się spełnia, nie wszystko daje się w życiu urzeczywistniać. Jak najwięcej jednak tych marzeń i planów niechaj się Wam ziści - tego życzę serdecznie! DO SIEGO ROKU!
24 grudnia 2007
Dziś kolejna okazja do obdarowywania, więc i ja ze swej strony skromny prezent przygotowałem - opowiadanie zaległe, bo z wakacyjnej "LI-TWY" pochodzące, które ukazało się w sierpniu pod tytułem następującym: Dawno temu na składzie opałowym. Nareszcie historyjkę tę można będzie przeczytać, cieszę się bardzo, parokrotnie o niej wspominałem - i w końcu doczekaliśmy się premiery "witrynowej". Oczywiście zapraszam do działu z prozą. Tekst jest w formacie "li-tewskim", co oznacza, że - podobnie jak Kapitan Wójcik - złożony i wydrukowany został na A5. Taki był format starej "LI-TWY", wraz ze zmianą nazwy (o czym pisałem ostatnio) zmienił się też format nowej "GALERII" (o tym akurat zapomniałem poinformować). Uważni Czytelnicy, otwierając podstronę z listopadowym Prezentem od apteki, być może sami fakt powyższy wydedukowali, a przynajmniej zauważyli, że nowy format magazynu jest większy (dokładnie dwa razy). Tak czy inaczej pierwsze trzy numery - te malutkie - zostaną przedrukowane (ich nakład się chwilowo wyczerpał, ale będą ponownie składane i - już w A4 - dodrukowywane). W przyszłości pliki z opowiadaniami prawdopodobnie i ja na stronce podmienię (ujednolicę), na razie są one różne - ale za to oryginalne (znaczy się zaczerpnięte z absolutnie pierwszych wydań). No a poza tym świąt wesołych życzę i wszystkiego najlepszego w nowym roku! Starego zostało nam już tylko kilka dni... Niewykluczone, że życzenia noworoczne na 2008 uzupełnię - o ile przed zabawą sylwestrową znajdę motywację i pomysł na jeszcze jedną aktualizację. Choć na pewno nie będzie tutaj aż tak prędko nowego opowiadania - bo tych po prostu na razie mi brak (i tym razem żadnego asa w rękawie nie skrywam). Przygotowuję takowe, jakżeby inaczej, tyle tylko, że już zdecydowanie z myślą o przyszłorocznych numerach "GALERII" (i ewentualnie, jeśliby się nadarzyły, innych okazjach do zaistnienia w literackim światku).
6 grudnia 2007
Z okazji dnia Świętego Mikołaja przygotowałem mały upominek. Jest to upominek w sensie przenośnym, ale też i ścisłym - chodzi o tekst, który nosi wielce mikołajkowy tytuł: Prezent od apteki. Ostatnio wspominałem o opowiastce Dawno temu na składzie opałowym (żeby nie powiedzieć - obiecywałem tu jej prezentację). Cóż, sprawy się jednak nieco inaczej potoczyły, dysponuję akurat Prezentem od apteki, natomiast wakacyjnej "LI-TWY" (numer trzeci) chwilowo nie posiadam. Troszeczkę zaniedbałem Towarzystwo i aktywność pisarską, stąd te całe braki, przyznaję bez bicia. Wszystko przez remont, który ciągnie się już dosyć długo, lecz nie miejsce tu, żeby się o pracach wykończeniowych rozpisywać. Wolę raczej zaprosić do publikacji, która światło dzienne ujrzała w listopadzie (chociaż oficjalnie już nie na łamach "LI-TWY" - pismo w międzyczasie zmieniło tytuł i zwie się obecnie "GALERIA"; różne były tego przyczyny, w skrócie mogę powiedzieć, że chodziło o bardziej uniwersalną - czy też w zasadzie neutralną - nazwę magazynu). Stary szyld mocno był mylący i wiadome z czym się kojarzył, toteż nowy wydaje się być ciut odpowiedniejszym i do całej idei bardziej pasującym. Zresztą "GALERIA" to tytuł nie do końca nowy. W pewnym sensie kontynuuje tradycje nieregularnie ukazujących się magazynów (szumnie mówiąc - w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku). Jak obecny - tak i tamte redagowane były przez Pana Piekarskiego, i tamte ukazywały się w Częstochowie. Po bardziej wyczerpującą genezę przemianowania "LI-TWY" na "GALERIĘ" odsyłam do czwartego numeru tegoż miesięcznika (wrzesień), w tym także historię wcześniejszych odsłon starej "GALERII", nowa zaś ma się dobrze i to cieszy. Obecnie w przygotowaniu numer ósmy (styczniowy), siódmy jest już zamknięty i lada dzień będzie dostępny. Moje opowiadanie znalazło się w wydaniu listopadowym (szóstym), wcześniej zaś - we wspomnianym numerze czwartym - zamieściłem także krótkie słóweczko na temat sierpniowych Dni Częstochowy i książki, o której parokrotnie już wspominałem ("VARIA CZĘSTOCHOWSKIE 2006 ALBO ROCZNIK LITERACKI" - pozwoliłem sobie, na łamach naszego pisma, pozycję tę delikatnie zareklamować). Oczywiście owego słóweczka nie zamieszczam tutaj, ale utwór prozatorski - a i owszem, "wrzucam" do działu z prozą, w ramach literackich Mikołajek właśnie.
12 października 2007

Dla uczczenia pierwszej rocznicy uruchomienia witryny (8 października 2006) postanowiłem przenieść ją pod adres zgrabniejszy i bardziej profesjonalny. Z zamiarem takim, prawdę powiedziawszy, nosiłem się już od dawna, tylko wciąż mi jakoś trochę było żal kasy na zakup domeny. Stronka przetrwała jednak okrągły rok, a fakt ten ostatecznie skłonił mnie do zainwestowania w nazwę "rafalsocha.pl". Jasna sprawa, że opcje rozważałem różne - i regionalne, i funkcjonalne, i jeszcze tam jakieś inne (podobno przyszłością internetu stać się mają wkrótce adresy z rodzimymi znakami - jak "ł" w moim przypadku). Nie pokusiłem się jednakże o żadną ekstrawagancję, w adresie polskie znaczki odpuściłem, nie odpuściłem natomiast polskiej, klasycznej, łatwej do zapamiętania końcówki i tak się właśnie narodziła domena "rafalsocha.pl", którą - jako swoją tzw. oficjalną stronę - promować zamierzam od teraz. Witryna wygląda póki co drewniacko (a rzec by nawet można - buracko), świadom tego jestem i wcale nie ukrywam, pomimo kilku modyfikacji (czynionych mozolnie przez miniony rok) jest jak jest i wiele już w tej materii raczej nie osiągnę (prosty HTML). Umiejętności webmasterskich nie mam na razie zbyt wiele, lecz coś tam sobie czytam i się w wolnych chwilach dokształcam. Ciekawym rozwiązaniem wydają mi się aktualnie platformy CMS, może więc przy ich pomocy coś atrakcyjniejszego sklecę i niniejszą stronę odmienię, choć i tak uważam, że najważniejsza jest zawartość, a nie graficzne efekciarstwo.
26 sierpnia 2007
Dział z prozą już uruchomiłem. Na razie jest tam tylko Kapitan Wójcik, ale wkrótce powinno dołączyć opowiadanie kolejne. W miniony piątek, w ramach obchodów 15. Dni Częstochowy, odbywały się prezentacje organizacji pozarządowych. Na Placu Biegańskiego stoisko swoje miała także "LI-TWA" - była okazja, aby porozmawiać z autorami, wymienić poglądy, obejrzeć i nabyć niektóre publikacje... Sam stałem się szczęśliwym posiadaczem wydawnictwa, które anonsowałem ostatnio ("VARIA CZĘSTOCHOWSKIE 2006 ALBO ROCZNIK LITERACKI"). Tę bardzo ładnie i bardzo porządnie wydaną książkę polecam gorąco, choć przyznać trzeba, iż nie jest ona tania (ale tak to już zazwyczaj bywa z monumentalnymi, kilkusetstronicowymi opracowaniami). A w "ROCZNIKU", na stronach 261-264, są cztery moje miniaturki (Romantyczność, BHP, Pustka i Brom). Poza tym lada dzień gotowy ma być trzeci, wakacyjny numer "LI-TWY". Zawierał on będzie m.in. opowiastkę Dawno temu na składzie opałowym, którą spisałem w lipcu. Z racji domowego remontu jedyny to chyba ślad letniego urlopu (nawiasem mówiąc właśnie mi się kończącego). Ale co tam, i tak nie jest źle. Zachęcam do lektury Kapitana Wójcika.
29 czerwca 2007
W czerwcowym numerze częstochowskiego magazynu literackiego "LI-TWA" znajdziecie mój nowy tekst - Kapitan Wójcik. Wciąż nie doczekała się natomiast premiery publikacja o tytule: "VARIA CZĘSTOCHOWSKIE 2006 ALBO ROCZNIK LITERACKI" (gdzie umieściłem 4 miniatury prozatorskie). Wspomniane opracowanie zadebiutuje podczas II Biesiady Literackiej, a ta jest przewidziana na 12 lipca. Zarówno biesiady literackie, jak i magazyn "LI-TWA", to nowe przedsięwzięcia stowarzyszenia, które zawiązało się wiosną. Natomiast wracając jeszcze do Kapitana Wójcika - jest to średniej długości opowiadanie, napisałem je całkiem niedawno, głównie z myślą o nowej książce, ale cieszę się bardzo, iż niejako "przy okazji" mogło trafić do nowo powstałego magazynu literackiego (zainteresowanym polecam wspomniane wydawnictwo, pierwszy numer już się ukazał, a od poniedziałku powinien być dostępny drugi). Kapitan Wójcik stanowi swego rodzaju epilog wydarzeń zobrazowanych w tomie Uwaga! Po sygnale wydanie broni. Raz jeszcze wracam tu do klimatów koszarowych. Od czasu do czasu docierają bowiem do mnie ciepłe i życzliwe opinie Czytelników obu części SPR-u (przeważnie byłych podchorążych), więc niejako specjalnie dla nich przygotowałem mały rarytasik - delikatną kontynuację wątku bażanciarsko-koszarowego. Rzecz dzieje się w noc po dramatycznych wydarzeniach w Plecakowie, ale żartobliwe opowiadanko traktować należy jako twór odrębny i oczywiście jak najbardziej samodzielny. Kapitana Wójcika postaram się zresztą wkrótce zamieścić na stronce (niemniej - jak napisałem - gorąco polecam cały numer "LI-TWY" - nie tylko zresztą ten, w którym znajdziecie kawałeczek mojej nowej prozy, ale i poprzedni, a także - bo ufam, że takowe powstaną - wydania następne).
17 marca 2007
Dokładnie tydzień temu odbyło się zebranie założycielskie Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji "Li-TWA". Jako główny cel przyjęto wspieranie twórców literatury (na zasadach samopomocy oraz reprezentowania ich problemów, wniosków i postulatów w stosunku do administracji państwowej oraz samorządowej). Towarzystwo w swym działaniu kierować się będzie Statutem, który zatwierdzono w głosowaniu jawnym. Statut - zgodnie z postanowieniami zebrania - stwarzać ma możliwości do operatywnego działania Zarządu Towarzystwa. Towarzystwo postanowiło powołać do życia Bank/Skarbczyk Inicjatyw Wydawniczych, którego celem ma być gromadzenie dokonań twórczych członków Towarzystwa, przygotowywania ich recenzji wewnętrznych i zewnętrznych, ustalania planu wydawniczego, przygotowywania wniosków o dofinansowanie publikacji, zabieganie o sponsorów czy reklamodawców, opracowanie elektroniczne składu publikacji, projektów graficznych, adiustacji oraz korekty. Na odbytym posiedzeniu Prezydium Komitetu Założycielskiego ukonstytuowało się w sposób następujący: Władysław E. Piekarski - Przewodniczący, Wojciech Grabałowski i Rafał Socha - Wiceprzewodniczący, Małgorzata Nowakowska-Karczewska - Sekretarz, Grażyna Mucha - Skarbnik. Ustalono też wstępny harmonogram prac związanych z rejestracją Towarzystwa i Statutu. Zobowiązano Przewodniczącego do przedstawienia materiałów rejestrowych na najbliższym posiedzeniu Prezydium, które przewiduje się na pierwszą dekadę kwietnia.
24 lutego 2007
Dziś chciałbym podzielić się informacją następującą: z inicjatywy pana Władysława E. Piekarskiego zawiązać się ma literackie towarzystwo. Zebranie założycielskie planowane jest na marzec, zostałem zaproszony, zobaczymy, może coś fajnego z tego wyjdzie. Prawda jest taka, że w poczciwej Częstochowie permanentnie brakuje czegoś na kształt stowarzyszenia literatów właśnie, dlatego też z wielkim entuzjazmem przyjąłem wieść o próbie zapełnienia przykrej luki. Ze wspomnianym przedsięwzięciem wiąże się i poniekąd jeszcze inna inicjatywa. Redaktor Piekarski postanowił stworzyć przy okazji tzw. "ROCZNIK", w którym - obok podsumowania twórczości regionalnej roku minionego - znaleźć ma się też i miejsce na premierowe utwory lokalnych twórców - zarówno poetyckie, jak i prozatorskie. Specjalnie na tę okoliczność przygotowałem cztery krótkie miniaturki, które panu Piekarskiemu posłałem - i to już ze dwa tygodnie temu. Tekściki mają następujące tytuły: Romantyczność, BHP, Pustka i Brom. Planuję zamieścić je na stronce, wpierw jednak wolałbym, aby ukazały się (i tym samym oficjalnie zadebiutowały) we wspomnianym "ROCZNIKU", bo tak by było najsympatyczniej...
18 grudnia 2006
Podstawowy news na dziś jest taki, że uruchomiłem właśnie nową wersję witryny (kto tu wcześniej zaglądał i "starą" pamięta, temu wyjaśniać specjalnie nie trzeba). Zmodyfikowałem wygląd, uporządkowałem podstronki, usprawniłem komunikację, zmieniłem czcionki. Mam nadzieję, że o wiele ładniej się to wszystko teraz prezentuje i układ całości jest bardziej funkcjonalny. Natomiast co do najświeższego nagrania - bo o owym przedsięwzięciu sporo ostatnio pisałem, więc temat ów może z kolei kogoś frapować szczególnie - czas zagrał na jego niekorzyść, co było zresztą do przewidzenia. Nic z tego nie będzie, w istniejącej wersji "produkt" jest do chrzanu. Nie zamierzam urządzać kolejnych podejść, bo cudów raczej (ze słabego materiału) nie wycisnę. Coś tu nie zagrało, a ja nie chcę brnąć dalej. Mam "demo", może to i ciekawostka, absolutnie nie nadająca się jednak do opublikowania - i to niezależnie od miksu. Prawda jest taka, że utworek powinienem po prostu nagrać od nowa (tyle tylko, że z nową energią, a także - albo nawet i przede wszystkim - w innym studiu, z towarzyszeniem innych muzyków). Kwestia czucia klimatu przez realizatora i producenta muzycznego jest bardzo ważna, trudna wręcz do przecenienia. Coraz bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam, a miniony epizod (sesja-niewypał) prawdę tę jedynie unaocznił. Po cichutku myślałem sobie, że nowe spojrzenie na moje muzyczne pomysły coś nowego da, coś atrakcyjnego i coś wzbogacającego przyniesie, przeliczyłem się jednak (przynajmniej w odniesieniu do studia DEMOS, choć nie robię tu żadnej antyreklamy - stwierdzam jedynie fakt, iż klimaty i brzmienia, jakie preferuję, rozmijają się z klimatami i brzmieniami, wokół jakich obracają się tamtejsi realizatorzy, nie mówiąc już o samej technice, czystości i precyzji nagrania). No ale nic, nie ma co płakać nad "rozlanym mlekiem". Do szuflady odkładam nieudany "track", piosenkę dalej sobie szlifuję i włączam ją do programu następnej sesji. Bo takowa się odbędzie, na pewno nie dam za wygraną i nawet mi przez myśl nie przechodzi, by zarzucać muzyczną aktywność. Ale doszedłem do ambitnego wniosku, że najlepiej będzie znowu nagrać kilka numerów (czyli zrobić coś w rodzaju nowej EP-ki, to wynik moich dramatycznych przemyśleń oraz analiz). Nowy projekt fonograficzny zaplanuję sobie starannie, uzbieram odpowiedni budżet, wyselekcjonuję materiał i gdzieś na wiosnę (albo już podczas ferii zimowych) na dobre z nim wystartuję. W każdym razie spróbuję się z tym odważnym pomysłem zmierzyć.
12 grudnia 2006
W sobotę po raz drugi wybrałem się do studia. Przebyłem ponad siedemdziesiąt kilometrów z myślą o udanym sfinalizowaniu nowego nagrania. Niestety, przeszło sześć godzin kolejnej sesji nie przyniosło rewelacji... Niby coś tam powstało, jakiś miks zgraliśmy, dalekie to jednak od moich oczekiwań (wcale nie wygórowanych). Pominę już fakt, iż z poprzedniej sesji ostał się jedynie tamburynek (gitara, jak się okazało, za pierwszym razem nie "stroiła" należycie, co wyszło przy podkładaniu organów, a pociągnęło za sobą konieczność nagrywania całości od nowa!). Kiepska sprawa, szkoda gadać... Przeoczyłem ja, przeoczył realizator. Fatalne niedopatrzenie! Ogólnie w minorowy nastrój wprawia mnie nie tylko wyżej przywołane zdarzenie. Cała ta piosenka po prostu jakoś tak nieciekawie brzmi. Miks trzeba poprawić, to oczywiste. Nie mam zamiaru zamieszczać na stronie (czytaj: prezentować publicznie) utworu, w którym jest aż tyle niedociągnięć. Jakie będą losy tzw. "projektu", trudno w tej chwili orzec jednoznacznie. Początkowo (tzn. w sobotę wieczorem - kiedy wróciłem ze studia i posłuchałem materiału na domowym sprzęcie, i to tak zupełnie "na świeżo") sądziłem jeszcze, że sprawę załatwi ponowny miks. Ale teraz mam już dużo więcej wątpliwości. Chyba poprawić trzeba byłoby znacznie więcej... Piosenka posiada konwencję akustycznej ballady, jest właściwie ascetyczna (nie będzie garów - w tej wersji nie pasują, na dodatek perkusista zażądał horrendalnej "gaży" za "występ", z komputera zaś nie zamierzam niczego dodawać, to bez sensu i nie po mojemu). Więc aranż sprowadził się do akustyka, basu, tamburynka i organów (o archaicznym, starannie wybranym, trochę jakby doorsowskim brzmieniu, które postanowiłem dodać, aby nieco wypełnić tło). Zrezygnowałem z zagrań elektryczno-gitarowych (nagraliśmy je, ale nie pasowały do akustycznego klimatu), takie też miało być zresztą zakończenie utworu, no ale po jego odrzuceniu (elektryk gryzł się z akustykiem) czas "tracka" skurczył się do niecałych trzech minut. Krótko, więc ten ascetyczny aranż mógłby w sumie sobie zostać (tym bardziej, że wymowa piosenki nie jest wesoła, ani nawet nie smutna - a raczej, powiedziałbym, gorzka). Tylko efekt w tej chwili nie jest fajny. Nie opublikuję go... Sorry. W tej chwili - przy dużej dozie wyrozumiałości - nagranie to można byłoby określić mianem (co najwyżej) dość wstępnego "dema". Czy coś z tego wyjdzie? Dobre pytanie. Umówię się jeszcze na jedną sesję, ale skutek może wcale nie być lepszy od obecnego. Nie ma tu tego klimatu, który towarzyszy nagraniom z EP-ki... A słabe tworki niechaj już lepiej zostają w szufladach (choć nie mówię jeszcze nic kategorycznie, zobaczymy). Niewykluczone, że przy lepszym (tzn. - w tym konkretnie wypadku - bardziej surowym) miksie ładniej to zabrzmi. Inna sprawa, że niektóre fragmenty są też trochę jakby niedbale zagrane (bas i klawisze), a nie ukrywam, że to przecież drażni. Więc kwestia korekty nie sprowadzi się raczej do samego miksu... Właściwie trzeba by było chyba wszystko znowu zgrywać od zera (choć jestem akurat w miarę zadowolony z partii gitar)... Uff, no nic, ponarzekałem i pobiadoliłem, dłużej Was już jednak nie będę dołował, bo przecież wciąż istnieje szansa uratowania nowego "projektu".
24 listopada 2006
Zamarzyło mi się wznowienie działalności muzyczno-nagraniowej. Pomysł nienowy, narodził się właściwie około wakacji (a zatem wtedy, kiedy przygotowywałem wstępną wersję witrynki i omawiałem piosenki zarejestrowane podczas EP-kowej sesji do Zbieram na piwo). Zadeklarowałem wówczas, że w "studyjne pogrywanko" z pewnością jeszcze się zabawię i - znając siebie - stworzę coś nowego, choćby dla potrzeb niniejszej stroniczki (a to fajny pretekst do zabawy). No i teraz, pod koniec roku, ambitne zamierzenie postanowiłem wreszcie zrealizować. Rozpocząłem od małego zwiadu po okolicznych studiach nagraniowych, bo od tamtej sesji szmat czasu upłynął i wiele się w branży pozmieniać zdążyło. Po dogłębnej analizie, wymianie maili i wykonaniu paru telefonów wybór mój padł na katowickie studio DEMOS. Jestem wstępnie umówiony na nagranie jednej piosenki, a pierwszą sesję zaplanowaliśmy na 2 grudnia. Wytypowany przeze mnie utworek (z własnego - rzecz jasna - repertuaru) nie jest skomplikowany (coś w rodzaju kameralnej ballady), ale do uzyskania przyzwoitego efektu potrzebnych będzie z pewnością nieco więcej sesji (może dwie, może trzy). Po cichutku liczę sobie, że finalną wersję zamieszczę na stronce jeszcze przed świętami - jako gwiazdkowy upominek dla gości, którzy zaglądają tu czasem. I choć piosenka nie ma nic wspólnego z Wigilią, Bożym Narodzeniem czy Nowym Rokiem, ciekawym urozmaiceniem stale rozbudowywanej witryny stać się powinna. Tym bardziej, iż planuję wprowadzenie działu z próbkami twórczości (zawierającego fragmenty prozy oraz wybrane MP3-ki), a trudno wyobrazić sobie chyba coś bardziej sympatycznego, niż inauguracja połączona z premierą nowego dziełka.
8 października 2006
Witam na amatorskiej stronce, którą bez niczyjej pomocy wymęczyłem, a którą niniejszym upubliczniam. Informatykiem nie jestem, co zapewne widać oraz czuć, od jakiegoś czasu nie dawała mi wszakże spokoju bardzo prosta myśl - odpalić własną witryneczkę. Idąc z duchem czasów, zaistnieć na necie. Tym bardziej, że - to tu, to tam - jakieś strzępy informacji o mej bazgraninie można jednak w sieci znaleźć. Więc ja, skromny perfekcjonista, ambitnie postanowiłem usystematyzować owe strzępki, w sentymentalną podróż wybrać się przy okazji i o każdej książeczce co nieco naskrobać wspominkowo. Czy często będę czynił aktualizacje, trudno powiedzieć, ale (jak tylko coś frapującego z codzienności by się wyłoniło) garsteczkę Czytelników - którzy zetknęli się z moimi tworkami i jako taką sympatyjką je łaskawie obdarzyli - obiecuję informować na bieżąco. A i ci, którzy nie mieli dotąd sposobności, może tutaj zwitają, kto wie, w życiu bywa różnie. Braki w lekturze da się nadrobić, najłatwiej poprzez odwiedziny działu zwanego "sklepikiem", gdzie czekają dotychczasowe tomiki i to za niewysokie, promocyjne kwotki (tj. nie "księgarniane", tylko takie, jakie obowiązują przy okazji wszelkiej maści "targów wydawniczych", "wieczorków literackich" i tym podobnych happeningów).
 
Copyright 2006-2009 © by Rafał Socha. Wszelkie prawa zastrzeżone.