Sezon ogórkowy
Sezon ogórkowy w pełni… Nic dodać, nic ująć. Nowych publikacji brak, nowych produkcji muzycznych brak, jakichkolwiek wydarzeń i newsów z pogranicza tzw. działalności artystycznej – także brak. Krótko mówiąc: nic się nie dzieje. Piszę jednak, bo dawno niczego tutaj nie pisałem, a o stronę internetową – jak o te tytułowe warzywa na poletku – wypadałoby przecież dbać, choćby klecąc coś na kształt „raportu ogórkowego”. O czym? Ano o tym właśnie, że nic się nie dzieje. Nie dzieje się zaś z trzech podstawowych powodów:
1. Są wakacje.
2. Poza tym, że są wakacje i nastał czas urlopowy, to ja przebywam na megaurlopie (wychowawczym).
3. W dalszym ciągu zamieszkujemy z Żoneczką i Córeczką z dala od stron rodzinnych (tj. w naszej stołecznej kwaterze – tu już nie tylko wtajemniczeni, lecz i uważni Czytelnicy Świata według Sochy jako taką orientację posiadają).
W Internecie nie zwykłem rozwijać wątków osobistych. Na aktywności literacko-muzycznej zazwyczaj się koncentruję. Nie inaczej będzie i teraz, zaś wstawki o urlopie wychowawczym i zamieszkiwaniu poza domem mają po prostu unaoczniać pewne tło (bezczynności „artystycznej”, no i – co za tym idzie – braku konkretnych newsów na stronie).
OK, to tyle tytułem wstępu. Zacznijmy może od muzyki. W zeszłym miesiącu było sympatycznie, bo upubliczniłem nową piosenkę. To zawsze fajna okazja, taka miła i taka przyjemna – czymś premierowym się pochwalić. I naturalnie było miło, było przyjemnie (przynajmniej dla mnie), nie wszyscy jednak może wiedzą, że zaprezentowałem utwór już nie taki nowy. Piszę o tym w stosownym miejscu, cała geneza powstania jest tam uczciwie wyłuszczona, żadnej tajemnicy nie robię, niemniej nie każdy może doczytał. A poza tym, skoro się news ukazuje, to nawet tak podświadomie można byłoby przyjąć, że traktuje on o wydarzeniu świeżym, bieżącym, jeszcze ciepłym. Tutaj tak nie było. Przedstawiłem efekt zeszłorocznej sesji nagraniowej, gdyż kawałek Jestem stąd do czerwca ukrywałem po prostu w szufladzie i teraz go dopiero w otchłań Internetu wypuściłem (dodając do albumu na megatotal.pl) – trochę taktycznie (żeby się przypomnieć tamtejszym Fanom), a trochę sentymentalnie (w trzecią rocznicę zaistnienia na portalu). Nagrań nowych (w sensie ścisłym) prędko nie będzie. Ani nie muzykuję teraz, to znaczy niczego nie układam i nie ćwiczę zbytnio, ani nie mam możliwości – gdybym nawet już coś tam „na sucho” wymyślił – regularnego bywania w studiu i nagrywania. Z całą pewnością taki stan rzeczy potrwa przynajmniej do wiosny, nie ma się co oszukiwać. Z występami na żywo sprawy mają się bardzo podobnie – w zasadzie nie ma takiej opcji, aby się gdzieś pokazać. Był kiedyś pomysł występu w ramach sierpniowych Dni Częstochowy (na imprezie organizowanej przez Li-TWĘ), i może nawet będąc przelotem w domu dałoby radę się na taką scenę wprosić, ale nie będę tu wielkich nadziei nikomu robił. Czynną działalność muzyczną, mówiąc krótko i uczciwie, na razie zawieszam. Pozostaje aktywność bierna, jak np. przypominanie się na megatotal.pl (aktualnie album poparło 82 Fanów, cały czas staram się oczywiście pozyskiwać następnych) czy udział w konkursach internetowych (jak np. na zobacztalent.pl – w ostatniej edycji było dość blisko zwycięstwa i nagrody, bo zająłem III miejsce). No ale generalnie rzecz biorąc muzykowanie popadło w stan zahibernowania i, jak nadmieniłem wyżej, przynajmniej do wiosny przyszłego roku taka sytuacja się nie zmieni.
Proza, książki, literatura – co z tym? Tu też nie jest za ciekawie, choć wydaje mi się, że na tym akurat obszarze nieco większe pole manewru mam do dyspozycji. A jednocześnie nie wszystko zależy przecież ode mnie. Do „GALERII” przygotowałem dwa kolejne odcinki Świata według Sochy (piąty i szósty). Są nawet złożone, magazyn czeka jednak na druk… I trudno powiedzieć, jak długo czekał będzie (prawdopodobnie do zakończenia sezonu „ogórkowego”, tzn. gdy już wszystko ruszy swoim normalnym trybem). W międzyczasie dwa następne epizody też praktycznie ukończyłem, i oczywiście pomysły na jeszcze kolejne części gromadzę, no ale niczego tutaj nie pogonię. Pisać mogę co najwyżej do szuflady – choć i z tym nie tak łatwo, bo stukanie w klawiaturę wymaga dużej ilości czasu i przynajmniej odrobiny autentycznej koncentracji, a z tym u mnie, że się tak wyrażę, ostatnimi czasy krucho… Nowej książki w ogóle nie ma się co spodziewać w perspektywie najbliższych paru/parunastu miesięcy. Już prędzej jakieś wznowienie, przed wakacjami myślałem o nowych wydaniach dość konkretnie i dość intensywnie, na fali takiegoż entuzjazmu wprowadziłem nawet z grubsza poprawki, co nieco też uzupełniłem, ale na razie idea trafiła – w głównej mierze za sprawą mojej osobistej decyzji – do „poczekalni”. Blisko było bowiem ukazania się starszych książek w postaci elektronicznej, jednak nie do końca przekonany jestem jeszcze co do tego nowoczesnego sposobu prezentowania prozy, a na dodatek nie doszedłem do porozumienia z potencjalnym wydawcą (i nie chodzi tu o moje próżne widzimisię, fanaberie czy jakąś tam pseudopozę, a o rzecz dość istotną – poszło o kwestię wprowadzania poprawek „edytorskich” bez mojej wiedzy i w ogóle o tzw. korektę, moim zdaniem nazbyt daleko posuniętą, co widziałem po nadsyłanych mi próbkach, a na co oczywiście nie mogłem się w umowie zgodzić). Więc pomysł e-booków na razie odrzucam, choć pewnie kiedyś do niego powrócę.
I cóż, w zasadzie to tyle. Może niebawem, gdy sezon „ogórkowy” przeminie, coś pójdzie do przodu. Póki co polecam rodzime warzywa (a i owoce naturalnie też). Konsumujmy do syta, póki tanie i świeże…