Historia jednego czworonoga & Kleptomani (epizod 5 i 6)
Wrzesień, jak to przepowiadałem we wpisie „ogórkowym”, przyniósł wreszcie nowy numer „GALERII” (maj-sierpień 2011). Pismo świętuje mały jubileusz – ukazało się po raz dwudziesty. Z tej okazji wiele miejsca poświęcono oczywiście wspomnianemu jubileuszowi, niemniej stałe rubryki pozostały bez zmian. Świat według Sochy, co mnie bardzo cieszy, znów zawiera 2 nowe epizody. Znajdują się one na stronach 185-200, są utrzymane w całkowicie różnych konwencjach i podejmuję w nich całkowicie odmienną problematykę.
Pierwszy z zaprezentowanych utworów – bo tak tekst ten trzeba nazwać – to w zasadzie samodzielne, rasowe, odrębne opowiadanie, nie będące w żaden sposób związane z wcześniejszymi odcinkami. Spokojnie mogłoby zostać wydrukowane w klasycznym zbiorku prozatorskim i nie byłoby w tym żadnego nadużycia. Co więc robi w Świecie według Sochy? Ano już kiedyś pisałem, że mój wyjściowy pomysł na serię jest dosyć liberalny i dosyć „pojemny”, tzn. nie stawiam sobie większych ograniczeń stylistyczno-tematycznych. A wręcz mogę pokusić się o stwierdzenie: im bardziej różnorodnie się to wszystko rozwija, tym lepiej. Dlatego tak bardzo pożądane wydają się tutaj „stand-alony”, choć oczywiście nic takiego nie mogło raczej pójść na początek. Należało troszeczkę odczekać, wiadomo… Po czterech odsłonach seria ma już jednak pewien rytm, wypracowałem pewien schemat i pewien rozpoznawalny, charakterystyczny klimat (mam nadzieję). Teraz przyszła zatem pora na utwór nietypowy. Nosi on tytuł Historia jednego czworonoga i opowiada, jak łatwo wydedukować, dzieje pewnego pieska. Żadnych szczegółów zdradzać tutaj naturalnie nie zamierzam, polecam tekst. Z kronikarskiego „obowiązku” nadmienię jedynie, że napisałem go w marcu, dał mi sporo frajdy i satysfakcji prozatorskiej.
Drugim proponowanym w najnowszej „GALERII” epizodem są Kleptomani. Odcinek wpisuje się, jak myślę, dość ściśle w klimat i styl tych wcześniej zamieszczonych. Z pewnym przymrużeniem oka można go zatem nazwać „głównonurtowym”. Też w niuanse czy analizy żadne wdawał się tutaj nie będę, powiem tylko krótko, że „na tapetę” wziąłem bardzo mało chwalebną przywarę ludzką, różne jej odmiany „nakreślając” na konkretnych przykładach (choć także i wcześniejsza Historia jednego czworonoga, wbrew pozorom, po kilku ludzkich przywarach się ślizga). Epizod powstał w kwietniu, lecz prawda jest taka, że nosiłem się z zamiarem „dziobnięcia” tej „kleptomańskiej” tematyki już od dawna, tylko tak mi ciągle jakoś nie było po drodze, tak jakoś nic się nie kleiło… Dopiero konwencja Świata według Sochy przyszła z konkretną pomocą, dała skutecznego „kopa” i pomysł – jak widać – pozwoliła pomyślnie zrealizować.