Sound Park

Sound Park.Sprzedaż plików muzycznych w Internecie to przyszłość branży fonograficznej. Tradycyjne nośniki są fajne, sympatyczne, osobiście bardzo je lubię – lecz niestety odchodzą do lamusa. Takie czasy. Moim skromnym zdaniem z płytami CD wkrótce będzie dokładnie tak samo, jak jest dziś z winylami – staną się kolekcjonerskim rarytasem, sentymentalną pamiątką, kąskiem jedynie dla największych zapaleńców i koneserów. Dystrybucja przeniesie się do sieci, a odtwarzanie plików (na różnego rodzaju urządzeniach) zastąpi klasyczne odsłuchiwanie płyt audio. Wiem, dla niektórych wizja to przerażająca, bezduszna, zbyt futurystyczna. Sam jestem umiarkowanym miłośnikiem fizycznych nośników, jak napisałem powyżej, i był nawet taki czas, kiedy je namiętnie kolekcjonowałem. Zresztą wciąż lubię potrzymać sobie ładnie wydaną płytę, obejrzeć poligrafię, włożyć krążek do odtwarzacza, posłuchać – wiadoma rzecz, taki audiofilski rytuał. Ale z drugiej strony, co tu dużo mówić, świadomość ogromnych możliwości, jakie daje zapis cyfrowy, skutecznie pobudza inne obszary mojej wyobraźni. I nakazuje łaskawszym okiem spojrzeć na rozwój nowoczesnych technologii.

Cały czas podkreślam – należę do pokolenia, które wychowało się na kasetach magnetofonowych. Później na szeroką skalę pojawiły się kompakty (choć oczywiście z winylami także miałem do czynienia). Z czystym sumieniem mogę zatem rzec, że przerobiłem dobrze wszystkie tradycyjne sposoby obcowania z muzyką (w sensie odsłuchiwania nagrań). A jednak opcja „sprowadzenia” utworu muzycznego do zwykłego pliku nie wydaje mi się niczym złym, żadną tam profanacją. Wręcz przeciwnie! To postęp, który – w dzisiejszej rzeczywistości i przy dzisiejszych możliwościach sprzętowych – znacznie ułatwia życie tym wszystkim, dla których muzyka coś znaczy. Można się spierać, czy słuchanie z laptopa, telefonu komórkowego itp. ma sens i jest w ogóle właściwym sposobem odbioru dzieła muzycznego, ale przecież trudno komuś narzucać, w jaki sposób ze sztuką (bądź rozrywką) ma obcować. Żyjemy w wolnym kraju, niech każdy sobie słucha, jak chce. Lubi gadżety – okej, nie lubi – też okej. Byle tylko przestrzegać praw autorskich i szanować własność intelektualną, a z tym w obecnych realiach nie jest niestety najlepiej. Jeśli już, to tutaj doszukiwałbym się największego minusa tej całej zabawy w pliki muzyczne, zapisy cyfrowe i internetową dystrybucję, której łatwość ma dwa oblicza – i dobre (bo szybka, tania i w dużej mierze bez pośredników), i złe (nagminne przypadki nielegalnego pobierania oraz używania plików chronionych prawami autorskimi).

No tak. Minusy nie powinny jednak przysłaniać plusów, szczególnie w sytuacji, gdy rzecz całą traktuje się w dużej mierze hobbystycznie, bez nastawienia na wymierny zysk, dlatego też zostawmy na boku „pirackie” dywagacje, a przejdźmy raczej do zalet internetowej dystrybucji muzyki i, co się z tym wiąże, do konkretów. Tu muszę przypomnieć, że do tej pory moje nagrania dostępne były (legalnie) na dwa sposoby: na normalnym, tradycyjnym, fizycznym nośniku CD (singiel Kilka wskazówek dla grzecznych dziewczynek oraz album Zbieram na piwo – obie płyty wydane przez firmę SFERA, tj. operatora serwisu megatotal.pl), a także jako pliki mp3 (o stosunkowo słabej lub średniej jakości) – pełniące funkcję nagrań „demo”, do pobrania z wyżej wymienionego serwisu, po wpłaceniu na konto albumu aktualnej kwoty minimalnej za utwór (w tzw. megagroszach). Słuchać tych piosenek „demo” można oczywiście bez żadnych opłat (najnowsze utwory, wraz z opisami, znajdują się
ponadto na mojej stronie – też do posłuchania w dziale „NAGRANIA”). I to się nie zmienia, póki co oba źródła pozostają jak najbardziej aktualne. Dochodzi natomiast jeszcze opcja trzecia – sklep internetowy Sound Park Store, gdzie postanowiłem zamieścić pełną wersję EP Jestem stąd.

Nie będę się tu zbytnio rozpisywał na temat wspomnianego sklepu. W skrócie mogę powiedzieć, że jest to bardzo ciekawe, obiecujące, nowe przedsięwzięcie internetowe, któremu gorąco kibicuję. Umożliwia ono artystom dotarcie do szerokiego kręgu odbiorców. Co bardzo ważne – bezpośrednio! Muzyka w Sound Park Store jest w formacie mp3, bez zabezpieczeń DRM. Utwory są w wysokiej jakości (320 kbps). Legalnie zakupione piosenki można wypalić na płycie CD, wrzucić do swojego telefonu, iPoda lub dowolnego odtwarzacza MP3. Sound Park Store umożliwia zakup: albumów, singli oraz tzw. eBiletów na koncerty artystów (to też bardzo ciekawy pomysł). Na uwagę zasługuje także specjalny widget (coś w rodzaju mini sklepu) – czyli zgrabna aplikacja, którą każdy artysta może umieścić w dowolnym miejscu w Internecie (np. na swojej stronie, MySpace, Facebooku, stronach znajomych) i tym sposobem sprzedawać pliki mp3 oraz eBilety bezpośrednio z owych stron, bez konieczności wchodzenia na www.soundpark.pl.

Tyle w skrócie. Szczególnie zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia przywołanego adresu i dokładniejszego zapoznania się ze wszystkimi szczegółami, w tym oczywiście z pełną ofertą sklepu Sound Park Store. Dla mniej wnikliwych zamieszczę pod koniec wpisu widget z moim profilem i mini-albumem, lecz wcześniej chciałbym jeszcze wtrącić dwa słówka – po pierwsze na temat zawartości oferowanej w sklepie EP-ki, po drugie zaś na temat przyszłości ewentualnego pełnego albumu Jestem stąd, na który teoretycznie – już od przeszło 12 miesięcy – zbieram fundusze poprzez megatotal.pl.

Materiał zrealizowany w zeszłym roku oryginalnie składa się z 5 tracków. Trzy pierwsze „numery” to piosenki, które już zaprezentowałem i dokładnie scharakteryzowałem w dziale „NAGRANIA” (Jad, Hej Kochanie! i Jestem stąd). Każda z nich miała równoległą premierę w serwisie megatotal.pl oraz u mnie na stronie. Do tej pory nigdzie nie opublikowałem natomiast utworów nr 4 i 5. O ile czwarty kawałek nic nadzwyczajnego nie wnosi (jest to krótsza, „radiowa” wersja Jadu – nieco inny miks, eliminujący po prostu kodę z zakończenia), o tyle ostatni utwór na płycie (alternatywna wersja Hej Kochanie!) wydaje się być nagraniem ciekawym i wielce frapującym. Tego typu stwierdzenie mało skromnie może brzmieć akurat z moich ust, ale prawda jest taka, że spory wkład wniósł tutaj producent, Marcin Polaczkiewicz – a zatem mam prawo nieco bardziej obiektywnie ocenić efekt końcowy. Generalnie wyszedł nam utwór dość nowatorski i eksperymentalny, z czego bardzo się cieszę (fragment do posłuchania na Sound Park Store, całość do nabycia tamże). Oczywiście nie miejsce tu i nie czas na dłuższe wynurzenia, być może w przyszłości poczynię takowe (w dziale „NAGRANIA”, najlepiej w osobnym wpisie), póki co jednak postanowiłem wstrzymać się z „premierami” urządzanymi na dotychczasowych zasadach. Zawieszam je. Zawieszam je przynajmniej do momentu definitywnego i jednoznacznego wyjaśnienia kwestii tzw. limitów czasowych w tak lubianym i cenionym przeze mnie serwisie megatotal.pl.

A temat jest burzliwy. Wywołuje wiele kontrowersji i oficjalnie nie został jeszcze rozwiązany, lecz z nielicznych wypowiedzi twórców serwisu można wywnioskować, że – wraz z nową odsłoną portalu (MT 2.0) – dość rewolucyjne zmiany zostaną jednak wdrożone. Innymi słowy: artysta będzie miał określony, umowny, z góry narzucony czas na zebranie ustalonej kwoty. Jeżeli mu się to nie uda – album ulegać ma tzw. „restartowi”, czyli wszystkie pieniążki powrócą do fanów, a skarbonka zostanie wyzerowana. Bardzo mi się to nie podoba. Niejednokrotnie zabierałem głos w dyskusji – i oczywiście temu pomysłowi byłem zdecydowanie przeciwny. No i jestem wciąż! Bo nie życzę sobie żadnego limitu czasowego, bo niby z jakiej racji? Skoro się regularnie loguję, utrzymuję kontakt z inwestorami, działam, dodaję nowe utwory… To co, wszystko ma nagle iść na marne? Cały dotychczasowy wysiłek? Tylko dlatego, że jakiś „wizjoner” pochopnie wprowadzi administracyjne „limity”? Cóż, pozostaje tylko mieć nadzieję, że progi czasowe nie zostaną wdrożone (a przynajmniej nie w takiej wersji, jak to jest zapowiadane), w przeciwnym razie zmuszony zostanę do wycofania swoich piosenek oraz usunięcia albumu. Nie chciałbym tego robić, lecz być może będę musiał. Na razie czekam. Jednak postanowiłem, że do wyjaśnienia całej sprawy zawieszam definitywnie swoją aktywność na megatotal.pl (przede wszystkim wyrażając to poprzez nieaktualizowanie albumu). Nawet jeżeli nagram jakieś nowe utwory, to ich raczej tam nie zamieszczę. Zresztą w ogóle nośniki, o czym pisałem na wstępie, nie są sprawą przyszłościową – w przeciwieństwie do plików muzycznych. I to dodatkowo zniechęca mnie do idei ciułania na płytę (tłocznia, poligrafia – zupełnie niepotrzebne wydatki, które można sobie spokojnie odpuścić, a zaoszczędzone środki przeznaczyć np. na więcej godzin w studiu, a przez to na ciekawsze aranże lub rejestrację większej ilości utworów). Bo przecież sprzedaż muzyki spokojnie może wyglądać tak:

I dlatego cieszy mnie, że pojawiają się przedsięwzięcia w rodzaju Sound Park Store. To jest przyszłość, takim pomysłom szczerze kibicuję. Liczy się przede wszystkim muzyka, nie zaś jej „oprawa”, napędzanie obrotów pośrednikom czy osobom trzecim. I z tego też powodu nowe utwory – jeżeli starczy mi środków, czasu oraz zapału – przygotuję już prawdopodobnie tylko i wyłącznie z myślą o „wirtualnym” singlu albo albumie, dostępnym w internetowym sklepie z prawdziwego zdarzenia (jak np. Sound Park Store).

Dane wpisu

Data
8 listopada 2011

Autor
Rafał Socha

Kategoria

Zostaw odpowiedź