<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rafał Socha MAGAZINE: blog literacko-muzyczny</title>
	<atom:link href="http://www.rafalsocha.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.rafalsocha.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 01 May 2012 23:02:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Lubię to!</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2012/04/lubie-to/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2012/04/lubie-to/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 29 Apr 2012 10:47:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=1199</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnio opublikowanej odsłonie Świata według Sochy przyznaję, tak trochę na marginesie, że nie posiadam profilu &#8222;ani na facebook.com, ani na nk.pl&#8221;. I tak było. Pół żartem, pół serio pisałem te słowa oczywiście (jeszcze w Warszawie, około połowy zeszłego roku), dążąc przede wszystkim do zgrabnego i logicznego zainicjowania fabuły epizodu o Sławku Niesmacznym (nie bez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/2012/04/lubie-to/lubie_to/" rel="attachment wp-att-1240"><img class="alignleft size-full wp-image-1240" title="lubie_to" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/04/lubie_to.jpg" alt="rafalsocha.pl na Facebooku" width="300" height="200" /></a>W ostatnio opublikowanej odsłonie <em>Świata według Sochy</em> przyznaję, tak trochę na marginesie, że nie posiadam profilu &#8222;ani na facebook.com, ani na nk.pl&#8221;. I tak było. Pół żartem, pół serio pisałem te słowa oczywiście (jeszcze w Warszawie, około połowy zeszłego roku), dążąc przede wszystkim do zgrabnego i logicznego zainicjowania fabuły epizodu o Sławku Niesmacznym (nie bez kozery powołując się na tamte adresy, bo fabuła bazuje przecież na odświeżonej po latach znajomości starych towarzyszy broni). Jednak faktycznie prawda była taka, że konsekwentnie i z daleka omijałem serwisy typu &#8222;społecznościowego&#8221;. I to całkiem do niedawna. Do dziś zresztą żadną tam wielką miłością do nich nie pałam. Czasu wolnego wciąż jak na lekarstwo, nowinki z gatunku &#8222;co porabia ten?&#8221; albo &#8222;o czym myśli tamta?&#8221; średnio mnie rajcują, więc gdy już udaje się wieczorkiem przysiąść do komputera, to zawsze czeka tyle innych przedsięwzięć i &#8222;projektów&#8221;, że śledzenie poczynań &#8222;znajomych&#8221; schodzi po prostu na plan dalszy.</p>
<p>Ale absolutnie nie lekceważę potęgi Internetu. Zawsze to podkreślałem i podkreślam do dziś. W pewnym sensie może nawet jestem siecioholikiem, kto wie&#8230; Tak czy siak, jestem czy nie jestem, dałem się namówić. Skusiłem się, przemogłem, zarejestrowałem. No i zostałem (którymś tam pewnie kilkusetmilionowym, a może i miliardowym?) użytkownikiem Facebooka. Magicznego serwisu, którego jest pełno wszędzie. Z początku dość sceptycznie podchodziłem do całego zjawiska, nie przeczę, traktowałem je trochę na zasadzie bardzo przejściowej mody, której dni zapewne policzone, bo przecież łaska pańska na pstrym koni jeździ (co dowiodły poprzednie &#8222;fenomeny&#8221;, jak choćby przywołana na początku nk.pl)&#8230; Lecz kiedy poważne witryny, bardzo przeze mnie cenione portale czy wręcz specjalistyczne wortale, wcale nie do przeciętnego czy przypadkowego odbiorcy skierowane, pakować poczęły wszędzie, gdzie się tylko dało, niebieskie motywy łapkowo-polubieniowe, a nawet umożliwiać zaczęto opcję logowania poprzez Facebooka, to już przestało być irytujące, a zrobiło się &#8211; najzwyczajniej w świecie &#8211; zastanawiające. Trudno oczywiście dzisiaj wyrokować, zwiewna to moda czy zjawisko trwałe, przeminie czy przetrwa, przyszłość pokaże&#8230;</p>
<p>Generalnie wszystko przemija, wszystko przeminąć musi (jak śpiewał George Harrison), powstaje tylko pytanie: kiedy? Ja aż tak dalece w przyszłość nie wybiegam, nie zaprzątam sobie głowy, tu akurat nie będę się w Kasandrę bawił, chociaż &#8211; nawiasem mówiąc &#8211; pewnego rodzaju kwaśną satysfakcję we &#8222;wróżeniowej&#8221; materii mogę mieć (patrz grudniowy wpis o schyłku megatotal.pl). Klasyczny przykład. Niby funkcjonująca jeszcze strona, w praktyce już umarła, straszy jakimś widmem, pozorowany &#8222;ruch inwestycyjny&#8221; nakręcają jedynie admini, z tygodnia na tydzień coraz gorzej, żałosne to i żenujące, zimowa przepowiednia o zgliszczach co do joty się potwierdza. Kombinowali, kombinowali i przekombinowali&#8230; Jednak kit z tym, facebook.com to przecież nie megatotal.pl, nie ten rozmiar kapelusza i oczywiście nie ta &#8222;misja&#8221;. Tu mamy do czynienia z przedsięwzięciem ogólnoświatowym, zadziwiająco uzależniającym i zdumiewająco powszechnym. Gdzie nie spojrzysz &#8211; niebiesko&#8230; Gdzie nie wejdziesz &#8211; dłoń z kciukiem&#8230; Gdzie nie klikniesz &#8211; &#8222;polubienia&#8221;&#8230; Powariowali z tym?</p>
<p>Mało. Czytam sobie zwyczajny artykuł na portalu literackim, jakieś wskazówki, jak promować własną twórczość, jak reklamować książki, jak poprawić sprzedaż, jak w ogóle cokolwiek zhandlować przy ogromnej konkurencji na współczesnym rynku wydawniczym, jak wyrobić sobie nazwisko&#8230; I co? Ano znów Facebook się kłania. Polubienia i znajomi, kliknięcia, twarze w avatarkach i niezmiennie kolor niebieski. Od tego zacząć trzeba koniecznie! Że to niby taki &#8222;marketing wirusowy&#8221;&#8230; Ja w te klocki lewy jestem zupełnie, na dodatek nikomu nie pcham się przed oczy i swych wypocin literacko-muzycznych na chama nie wciskam do ręki, ale może to źle? Może choć jakąś tam maleńką furteczkę zostawić by pasowało, jakoś te facebookowe drzwiczki uchylić, &#8222;społeczności&#8221; umożliwić &#8222;polubienie&#8221; prowincjonalnego literaciny?</p>
<p>Nie powiem, że konto na Facebooku ma każdy, bo to byłoby nadużycie spore i nieprawda oczywista (tzn. znam takich, co nie mają)&#8230; Ale kwestię mogę ująć tak: prawie każdy ma. Takie czasy, taki świat. Społeczeństwem informacyjnym jesteśmy, czy ktoś tego chce, czy nie. Nawet jeśli surfowania po sieci nie kumasz czy w ogóle obsługiwać komputera nie potrafisz, to i tak niczego nie zmienia. Dinozaurów coraz mniej, a dzieciaków urodzonych już w dwudziestym pierwszym wieku, tj. funkcjonujących od początku swego żywota we wszechobecnej wirtualizacji świata, coraz więcej&#8230; A poza tym przecież każdy, nawet starszej daty, przynajmniej komórkę czy kartę płatniczą posiada&#8230;</p>
<p>No więc, z wolna puentując dzisiejsze wywody, uległem. Testowałem kiedyś liczniki odwiedzin, odsłon, gości, jakichś subskrypcji, subskrybentów, wstawiałem newslettery i inne pierdoły. To wszystko jest do chrzanu. Nie sprawdziło się, zliczało głównie jakieś chińskie i amerykańskie roboty, przypadkowe kliknięcia przez wyszukiwarkę i tym podobne pseudowizyty. Na cholerę mi to? Przemyślałem sprawę, przeanalizowałem. I w efekcie postanowiłem poprzestać na dodaniu do strony uniwersalnej, niebieskiej łapeczki, której pełno wszędzie. Niech będzie ona i u mnie, niech będzie jakimś tam realistycznym licznikiem, jakimś wyznacznikiem popularności&#8230; Nie każdy ma Facebooka, no ale prawie każdy ma. Nie każdy będzie skory kliknąć, nawet jak na mój magazine zawita świadomie i nieprzypadkowo, no ale może ktoś jednak sobie kliknie, bo autentycznie &#8222;lubi&#8221; to, co tu się znajduje. Tylko na takich &#8222;polubieniach&#8221; mi zależy. Absolutnie nie mam zamiaru nakręcać statystyk w sposób fikcyjno-siłowy, nie przewiduję natręctwa, rozsyłania zaproszeń, zawiadomień czy choćby delikatnych sugestii. Życzyłbym sobie, by klikały osoby naprawdę &#8222;lubiące&#8221; moją stronę (przez co rozumiem także czytujących opowiadania lub słuchających nagrań), no i zaglądające tutaj od czasu do czasu. Nawet gdyby ta liczba miała być maleńka, w szczególności jednocyfrowa lub wręcz bliska zeru, niech będzie, nie mam ciśnienia na statystyki. W przyszłości, jak już naprawdę będzie co promować (np. wychuchane i wydmuchane, profesjonalnie wykonane, dwutomowe wznowienie starych tekstów, nad czym usilnie pracuję i o czym sobie od dawna marzę), być może zmodyfikuję facebookową filozofię, ulegnę kolejnej pokusie i się szerzej na świat otworzę. Bardziej bezwstydnie sięgnę wtedy po potęgę Internetu, poprzypominam się tym, którzy niekoniecznie są molami książkowymi, lecz mnie gdzieś tam w życiu spotkali, no i się może z czystej ciekawości zainteresują&#8230; Dziś jednak podchodzę do bajeru z Facebookiem na zupełnym luzie, jak do zwykłej ciekawostki. Dodałem kolejny widget i tyle (choć naturalnie kryje się za nim autentyczny profil, gdzie spróbuję &#8222;udostępniać&#8221; treści jak najbardziej sensowne). Bo w sumie ten cały Facebook aż tak źle nie wygląda, coś w nim jest na pewno. Mam przeczucie, że to może być fajne narzędzie, tyle tylko, że je muszę wpierw co nieco ogarnąć, przysposobić, no i po swojemu zagospodarować&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2012/04/lubie-to/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Letniskowiec</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2012/03/letniskowiec/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2012/03/letniskowiec/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 31 Mar 2012 20:56:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[żarecki kwartalnik społeczno-kulturalny "LETNISKOWIEC"]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=1140</guid>
		<description><![CDATA[Koniec marca przyniósł sympatyczny artykuł w wiosennym wydaniu żareckiego kwartalnika „LETNISKOWIEC”. W rubryce „NASI TWÓRCY”, na stronie 7, przedstawiono moją skromną osobę. Bardzo mi miło. A że zbiega się to z powrotem w rodzinne strony i wyprowadzką z Warszawy, to miło mi tym bardziej. Oczywiście powyższy wstęp sugerować może typowo &#8222;newsowy&#8221; charakter wpisu, suchych informacji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/2012/03/letniskowiec/letniskowiec/" rel="attachment wp-att-1145"><img class="alignleft size-full wp-image-1145" title="letniskowiec" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/letniskowiec.jpg" alt="LETNISKOWIEC nr1/12/12 (wiosna 2012)" width="300" height="200" /></a>Koniec marca przyniósł sympatyczny artykuł w wiosennym wydaniu żareckiego kwartalnika „LETNISKOWIEC”. W rubryce „NASI TWÓRCY”, na stronie 7, przedstawiono moją skromną osobę. Bardzo mi miło. A że zbiega się to z powrotem w rodzinne strony i wyprowadzką z Warszawy, to miło mi tym bardziej. Oczywiście powyższy wstęp sugerować może typowo &#8222;newsowy&#8221; charakter wpisu, suchych informacji już jednak więcej nie skrywam, pójdę raczej w kierunku bardziej uniwersalnym i &#8222;ponadczasowym&#8221;, i dlatego ulokuję dzisiejsze zapiski w kategorii &#8222;CIEKAWOSTKI&#8221;.</p>
<p>Przy okazji nietrudno już chyba odgadnąć, że chciałbym odrobinkę rozwinąć wątek żarecki. Uświadomiłem sobie bowiem – zainspirowany wzmianką w lokalnym czasopiśmie, ale też i natchniony zakończeniem półtorarocznego &#8222;etapu&#8221; warszawskiego &#8211; że chyba nigdzie dotąd nie wypowiadałem się bezpośrednio na temat mojej rodzinnej miejscowości. Żarki Letnisko są naturalnie obecne &#8211; i w opowiadaniach, i w tekstach wielu piosenek &#8211; ale nie przywołuję ich tam wprost, nie osadzam akcji, nie wymieniam z nazwy. Są wyczuwalne &#8211; jak to się ładnie mówi &#8211; &#8222;między wierszami&#8221;.</p>
<p>Zacząć jednak wypada od &#8222;LETNISKOWCA&#8221;&#8230; Godna pochwały inicjatywa. Kwartalnik społeczno-kulturalny, wydawany od kilku lat przez Towarzystwo Przyjaciół Żarek Letniska im. hr. Stefanii Raczyńskiej, stanowi próbę wypełnienia ewidentnej luki na lokalnym podwórku &#8222;prasowym&#8221;. I choć we współczesnym świecie słowo drukowane nie odgrywa już roli tak znaczącej, jaką odgrywało kiedyś (tzn. w epoce &#8222;przedinternetowej&#8221;), to jednak wiadomo, że co na papierze, to na papierze. Sympatycy klasycznej formy są i będą. Istnieje oczywiście serwis <a href="http://www.zarkiletnisko.pl" target="_blank">www.zarkiletnisko.pl</a>, poczytać tam można i o historii miejscowości, i o sprawach bieżących, i przejrzeć ogłoszenia, i wypowiedzieć się na forum, i oddać głos w ankiecie, lecz przecież trudno byłoby odmówić tradycyjnemu pismu niewątpliwego uroku, a i racji bytu także. Toteż ja osobiście inicjatywę popieram, mimo drobnych niedociągnięć &#8211; kibicuję szczerze, nie tylko z powodu najświeższego wydania, gdzie sylwetkę moją zaprezentowano. Warto podkreślić, że grono redakcyjne działa na zasadzie wolontariatu, czas swój i energię poświęcając bezinteresownie &#8211; a zatem brawa tym większe.</p>
<p>Wracając natomiast do myśli początkowej, do tych żareckich &#8222;śladów&#8221; w tekstach niżej podpisanego, po głębszym zastanowieniu sprostować muszę pewną rzecz: nazwa „Żarki Letnisko” jednak pada. Dzieje się to w <em>Świecie według Sochy</em>, w odcinku siódmym (<em>Ręka sprawiedliwości</em>), co poniekąd wynika z potrzeby fabularnej, a poniekąd z konwencji cyklu. We wcześniejszych utworach unikałem autentycznych nazw geograficznych, omijałem je po prostu lub zmyślałem &#8211; bo takie założenie przyjąłem sobie dla opowiadań. I siłą rzeczy żareckich &#8222;akcentów&#8221; wielu do tej pory nie pozostawiłem, choć &#8222;tropów&#8221; prowadzących do oczywistych analogii doszukać się pewnie dość łatwo. Czy planuję napisać coś (w domyśle &#8211; dłuższe opowiadanie lub powieść), co rozgrywałoby się w naszym leśnym kurorcie? Albo przynajmniej było z nim bezpośrednio powiązane? Kiedyś, podczas majowych Dni Książki 2008 czy 2009, na spotkaniu autorskim w Miejskiej Galerii Sztuki publicznie zadano mi bardzo podobne pytanie &#8211; tyle tylko, że chodziło o Częstochowę (a Częstochowy w mojej prozie akurat wiele, choć &#8211; pomijając epizody <em>Świata według Sochy</em> &#8211; pod fikcyjną nazwą „Absurdów” ona figuruje). I musiałem się gęsto tłumaczyć, na koniec zaś przyznać, że nie planuję. Bo co to znaczy planować? Mieć pomysł na fabułę? A może z wyrachowania &#8211; celem zainteresowania tego typu dziełkiem swoich krajan? Pomysłów bywa wiele, pozostaje tylko kwestia, który wybrać, który rozwijać, w który czas swój inwestować&#8230; Pisanie wynika z potrzeby wewnętrznej, nie z wyrachowania. Więc ja w tym względzie niczego tutaj nie planuję, niczego nie obiecuję. Jeżeli kilka czynników się na siebie nałoży, jeżeli wszystko ładnie ze sobą &#8222;zagra&#8221;, to kto wie, może i o naszych Żarkach coś niecoś kiedyś napiszę. Na razie cieszę się powrotem w rodzinne strony, zbrzydło mi już duże miasto, zgiełk, hałas, korki, uciążliwe przejazdy, &#8222;ciężkie&#8221; powietrze, tłumy na chodnikach i nieprawdopodobne natężenie piesków (ze swoimi ekskrementami) na wszelkich możliwych skrawkach stołecznej zieleni&#8230; I oczywiście parę innych rzeczy też mi zbytnio nie &#8222;przypasowało&#8221;, lecz nie chciałbym psuć teraz sielskiego nastroju. Bardziej szczegółowo odnoszę się do tego typu problemów np. w &#8222;GALERII&#8221;, w kolejnych odcinkach serii (częściowo już opublikowanych, a częściowo czekających dopiero na druk), którą awizowałem dawno temu (tj. gdy zaczynałem prowadzić ten internetowy magazine &#8211; jesienią 2010). Dziś symboliczną &#8222;klamerką&#8221; spinam zatem osiemnastomiesięczny okres „stołeczny”, a dzięki artykułowi w kwartalniku &#8222;LETNISKOWIEC&#8221; poczuć się mogę żarczaninem wyróżnionym i sympatycznie przywitanym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2012/03/letniskowiec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ręka sprawiedliwości &amp; Irka (epizod 7 i 8)</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2012/02/reka-sprawiedliwosci-irka-epizod-7-i-8/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2012/02/reka-sprawiedliwosci-irka-epizod-7-i-8/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 16 Feb 2012 12:46:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[publikacje]]></category>
		<category><![CDATA[częstochowski magazyn literacki "GALERIA"]]></category>
		<category><![CDATA[świat według sochy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=853</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni temu ukazał się wreszcie długo wyczekiwany 21. numer pisma literackiego &#8222;GALERIA&#8221; (wrzesień-grudzień 2011). Tak jak poprzednio &#8211; rubryka o tytule Świat według Sochy zawiera dwa premierowe epizody (str. 89-104). Magazyn jest w fazie reorganizacji (modyfikacji uległ m.in. układ tekstów, porządek, wielkość zdjęć, zrezygnowano z kolumn w tekście), pierwotną wersję numeru &#8222;odchudzono&#8221; dość znacznie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1069"><img class="alignleft size-full wp-image-1069" title="galeria_21" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/galeria_21.jpg" alt="GALERIA nr 21." width="300" height="200" /></a>Kilka dni temu ukazał się wreszcie długo wyczekiwany 21. numer pisma literackiego &#8222;GALERIA&#8221; (wrzesień-grudzień 2011). Tak jak poprzednio &#8211; rubryka o tytule <em>Świat według Sochy</em> zawiera dwa premierowe epizody (str. 89-104). Magazyn jest w fazie reorganizacji (modyfikacji uległ m.in. układ tekstów, porządek, wielkość zdjęć, zrezygnowano z kolumn w tekście), pierwotną wersję numeru &#8222;odchudzono&#8221; dość znacznie, tym bardziej cieszy mnie fakt pozostawienia w nim dwóch odcinków. Wspomniane zmiany będą kontynuowane, pismo się przeobraża, niemniej uzyskałem wstępne zapewnienie, że w dalszym ciągu (tj. na pewno w odniesieniu do najbliższego wydania) mogę liczyć na dotychczasową objętość &#8222;do zagospodarowania&#8221;.</p>
<p>Pierwszy tekst nosi tytuł <em>Ręka sprawiedliwości</em>. Jest to rasowe opowiadanie, tyle że utrzymane ściśle w konwencji serii. Odcinek napisałem dość dawno (pod koniec kwietnia zeszłego roku). Akcja rozgrywa się wprawdzie latem (w okolicach wakacji 2011) i sugerować może znacznie inny (późniejszy) czas powstania, jednak wszystkie wydarzenia są tu całkowitą fikcją literacką, obmyśloną tak, aby chronologicznie pasowały i z całością cyklu ładnie zagrały. Wydaje mi się, że <em>Ręka sprawiedliwości</em> szczególną gratkę stanowić może dla sympatyków wojskowo-koszarowego wątku mojej prozy. Powraca tu bowiem brawurowa postać Sławka Niesmacznego (a więc podchorążego znanego z trzech osadzonych w książkowym Plecakowie opowiadań: <em>Uwaga! Po sygnale wydanie broni</em>, <em>Kapitan Wójcik</em> oraz <em>Wino, kobiety i śpiew</em>). Nie mogłem, wymyśliwszy któregoś dnia fabułę chyba tylko na miarę fantazji Sławka, odmówić sobie przyjemności przypomnienia jednego z moich ulubionych bohaterów. Były podchorąży, dokładnie 10 lat po espeerowskich wydarzeniach, pojawia się zatem &#8222;gościnnie&#8221; w <em>Świecie według Sochy</em>.</p>
<p>Z kolei <em>Irka</em>, drugi z zaprezentowanych utworów, to typowy &#8222;stand-alone&#8221;. Nie ma żadnego związku z poprzednimi epizodami. W zasadzie mógłby się znaleźć w dowolnym miejscu serii, a nawet w dowolnym zbiorku opowiadań&#8230; No ale tekst ten wpasowałem tutaj, przede wszystkim w celu urozmaicenia cyklu. Tematycznie jest to opowieść o bardzo oszczędnej kobiecie, &#8222;technicznie&#8221; natomiast składa się z szeregu scenek-relacji, ukazujących chorobliwą wręcz manię (obsesję) tytułowej bohaterki. Inspirację stanowiły dla mnie autentyczne, zasłyszane na zasadzie anegdotek historyjki. Posegregowałem je i ułożyłem logicznie, na koniec zaś dodałem dramatyczny finał i krzepiące zakończenie (bo nie lubię zbytnio dołowania, a poza tym nie chciałem być aż tak bezlitosny w stosunku do tej osobliwej postaci). Nie będę też czarował, że <em>Irka</em> jest jakimś wielkim czy wybitnym osiągnięciem. Nic z tych rzeczy, raczej odskocznia, żart, nawet zgrywa. Jak już napisałem wyżej &#8211; stanowi dodatek do <em>Ręki sprawiedliwości</em>, czyli odcinka głównego w bieżącym numerze &#8222;GALERII&#8221; (a posługując się klasyczną terminologią &#8222;fonograficzną&#8221; &#8211; coś w rodzaju strony B singla). Tekst powstał w czerwcu 2011.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2012/02/reka-sprawiedliwosci-irka-epizod-7-i-8/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>litwa.czest.pl</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2012/01/litwa-czest-pl/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2012/01/litwa-czest-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 21:51:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[literackie towarzystwo wzajemnej adoracji "Li-TWA"]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=843</guid>
		<description><![CDATA[Na początku roku uruchomiłem coś w rodzaju bloga Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji &#8222;Li-TWA&#8221;. Pomysł wpadł mi do głowy dość przypadkowo, prędko uznałem go jednak za obiecujący i wart realizacji (szczególnie w obliczu faktu, iż oficjalna strona &#8222;Li-TWY&#8221; od dawna nie jest aktualizowana, a na dodatek nie daje ona absolutnie żadnych możliwości dyskutowania nad &#8211; nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1075"><img class="alignleft size-full wp-image-1075" title="litwa_czest_pl" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/litwa_czest_pl.jpg" alt="Blog &quot;Li-TWY&quot;." width="300" height="200" /></a>Na początku roku uruchomiłem coś w rodzaju bloga Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji &#8222;Li-TWA&#8221;. Pomysł wpadł mi do głowy dość przypadkowo, prędko uznałem go jednak za obiecujący i wart realizacji (szczególnie w obliczu faktu, iż oficjalna strona &#8222;Li-TWY&#8221; od dawna nie jest aktualizowana, a na dodatek nie daje ona absolutnie żadnych możliwości dyskutowania nad &#8211; nie tylko bieżącymi &#8211; sprawami Towarzystwa). Postanowiłem więc wypełnić tę przykrą lukę, a przy okazji skorzystać z dotychczas nabytych umiejętności oraz doświadczeń na polu eksploatacji WordPressa (więcej na ten temat piszę we wstępnym wpisie &#8211; i tam też zainteresowanych odsyłam).</p>
<p>Oczywiście cała inicjatywa jest tylko i wyłącznie moim dobrowolnym zobowiązaniem. Nic, poza satysfakcją, z tego nie mam. Na razie przedsięwzięcie znajduje się na dość wczesnym etapie rozwoju, w przyszłości planuję rozbudowę o inne elementy (jak np. forum, ankiety, sklep z publikacjami &#8222;Li-TWY&#8221;). Być może nastąpi nawet wchłonięcie pewnych obszarów, którymi zajmować się powinna &#8211; przynajmniej z założenia &#8211; oficjalna witryna Towarzystwa. Wszystko jest kwestią uzgodnień, no i zapotrzebowania. Ja na siłę niczego robić tutaj nie zamierzam, nikogo na siłę uszczęśliwiać nie pragnę, nikomu w kompetencje wchodzić nie chcę, zobaczymy po prostu, jak się to wszystko rozwinie i w jakim kierunku pójdzie. Póki co uruchomiłem skromne narzędzie informacyjno-dyskusyjne (przede wszystkim dla Członków oraz Sympatyków &#8222;Li-TWY&#8221;, ale nie tylko – bo przecież, tak naprawdę, dla wszystkich zainteresowanych życiem literackim w Częstochowie), a piłeczka &#8211; że się tak wyrażę &#8211; znajduje się teraz po stronie użytkowników (wywiązała się już nawet mała dyskusja na temat publikowania, współpracy i redagowania witryny pod tym moim &#8222;adminowym&#8221; wpisem na inaugurację).</p>
<p>Ogólnie trudno byłoby na dziś, po zaledwie trzech tygodniach funkcjonowania bloga, wyciągać jakieś konkretne wnioski i stawiać jakieś wiążące tezy. Czekam dalej, obserwuję, analizuję, no i oczywiście robię swoje &#8211; czyli &#8222;moderuję&#8221; i czuwam nad całością. Wizualnie nie proponuję &#8222;cudów&#8221;, żadnej tam migającej &#8222;choinki&#8221; z okienkami czy kolorowymi obrazkami nie przygotowałem, nie o to chodziło. Postawiłem na treść, przejrzystość i raczej skromność, bo wydaje mi się, że &#8211; przynajmniej dla literatów &#8211; to powinno być najważniejsze. W nazwie strony &#8211; i zarazem w wybranej dla niej domenie &#8211; położyłem nacisk na regionalność. To ważne. Literackie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji &#8222;Li-TWA&#8221; siedzibę swą ma od początku w Częstochowie i przez częstochowian jest ono tworzone. A ja się z tym środowiskiem mocno identyfikuję, choć od przeszło roku mieszkam w Warszawie. Pobyt ten ma jednak charakter tymczasowy, wkrótce więc znów się będę mógł &#8211; mam nadzieję &#8211; włączyć bardziej bezpośrednio w życie artystyczne Częstochowy, no i naturalnie w działalność &#8222;Li-TWY&#8221; także. A na razie cegiełkę swą dokładam &#8222;wirtualnie&#8221; (która &#8211; gwoli ścisłości &#8211; znajduje się pod adresem: <a href="http://www.litwa.czest.pl" target="_blank">www.litwa.czest.pl</a>).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2012/01/litwa-czest-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bye, bye MegaTotal</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/12/bye-bye-megatotal/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/12/bye-bye-megatotal/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Dec 2011 21:15:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=775</guid>
		<description><![CDATA[Dziś będzie krótko, treściwie i raczej mało słodko: podjąłem decyzję o zakończeniu współpracy z serwisem megatotal.pl. A jednak. Przebąkiwałem już o takowej możliwości w zeszłym miesiącu, niestety wobec zmian, które oficjalnie zapowiedziano (mają wejść w życie wraz z nastaniem tzw. MT 2.0, tj. najprawdopodobniej z początkiem przyszłego roku), moja cierpliwość została wyczerpana. Zostałem zmuszony, po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1071"><img class="alignleft size-full wp-image-1071" title="koniec_mt" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/koniec_mt.jpg" alt="Schyłek MT..." width="300" height="200" /></a>Dziś będzie krótko, treściwie i raczej mało słodko: podjąłem decyzję o zakończeniu współpracy z serwisem megatotal.pl. A jednak. Przebąkiwałem już o takowej możliwości w zeszłym miesiącu, niestety wobec zmian, które oficjalnie zapowiedziano (mają wejść w życie wraz z nastaniem tzw. MT 2.0, tj. najprawdopodobniej z początkiem przyszłego roku), moja cierpliwość została wyczerpana. Zostałem zmuszony, po trzyipółletniej obecności na tamtejszym portalu, do usunięcia konta &#8222;artysty&#8221;. Nie podoba mi się kilka rzeczy, w tym przede wszystkim wprowadzenie sztywnych limitów czasowych zbierania funduszy na płytę, a także likwidacja możliwości wypłaty środków przez użytkowników serwisu. To absurd, a ja w tym absurdalnym cyrku uczestniczyć nie mam zamiaru. Dlatego wydaje mi się, że najuczciwszym i najbardziej przejrzystym rozwiązaniem jest tutaj usunięcie albumu &#8211; wpłacone środki wrócą do Fanów, ci z kolei będą mieli opcję ich ewentualnego wypłacenia, póki jeszcze to w ogóle możliwe&#8230; Tym samym &#8222;projekt&#8221; o tytule <em>Jestem stąd</em> zostaje zamrożony na czas bliżej nieokreślony. Nie doczeka się on na pewno realizacji w barwach megatotal.pl, a czy w jakichś innych, to się jeszcze okaże&#8230; Póki co jest EP-ka, którą nagrałem latem 2010. Trzy kawałki udostępnione jakiś czas temu na megatotal.pl znikną oczywiście wraz z profilem, natomiast do posłuchania pozostaną w dalszym ciągu na mojej stronie, no i do nabycia w sklepie Sound Park Store (pełna, w wysokiej jakości, blisko dwudziestominutowa wersja mini-albumu).</p>
<p>Tutaj chciałbym zaznaczyć, że mimo niesmaku (i jakiejś tam nutki żalu naturalnie), który mi aktualnie towarzyszy, bo przecież z radością nie znikam z megatotal.pl, serwis &#8211; generalnie rzecz biorąc &#8211; wspominał będę pozytywnie. Zwłaszcza pierwszy okres jego działania, pierwszą zbiórkę, znajomości wtedy zawarte, sympatyczne komentarze&#8230; Pisałem o tym w czerwcu przy premierze tytułowej piosenki <em>Jestem stąd</em>. Fajna to była przygoda i w ten sposób chciałbym ją zapamiętać. A że twórcy serwisu mają własną wizję, niekoniecznie sensowną i niekoniecznie zbieżną z moim wyobrażeniem? Trudno, niech ją realizują. Nie mój cyrk i nie moje małpy. W zasadzie nic mi do tego. Przyszłość pokaże, kto miał rację, choć nie wróżę wielkiego powodzenia zgliszczom, w jakie przeobraża się fajny i atrakcyjny niegdyś portal&#8230; Iść trzeba jednak dalej.</p>
<p>Na pamiątkę zostają dwie płyty, które przy pomocy tzw. społeczności MT zrealizowałem &#8211; singiel <em>Kilka wskazówek dla grzecznych dziewczynek</em> (2009) oraz album <em>Zbieram na piwo</em> (2010). Mimo likwidacji profilu nie wymażę ich oczywiście z katalogu firmy SFERA (operatora megatotal.pl), w sumie zawsze to jakiś tam kawałeczek historii. I może lepiej, bo przypominać mi będą te najbardziej romantyczne czasy serwisu&#8230; A że życie nie znosi próżni (w szczególności Internet jej nie uznaje), toteż tylko patrzeć, jak w nieodległej przyszłości pojawi się zupełnie nowe, ciekawe, atrakcyjne przedsięwzięcie, umiejętnie zapełniające lukę po dogorywającym MegaTotalu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/12/bye-bye-megatotal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sound Park</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/11/sound-park/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/11/sound-park/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Nov 2011 21:31:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>
		<category><![CDATA[sound park]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=710</guid>
		<description><![CDATA[Sprzedaż plików muzycznych w Internecie to przyszłość branży fonograficznej. Tradycyjne nośniki są fajne, sympatyczne, osobiście bardzo je lubię &#8211; lecz niestety odchodzą do lamusa. Takie czasy. Moim skromnym zdaniem z płytami CD wkrótce będzie dokładnie tak samo, jak jest dziś z winylami &#8211; staną się kolekcjonerskim rarytasem, sentymentalną pamiątką, kąskiem jedynie dla największych zapaleńców i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1080"><img class="alignleft size-full wp-image-1080" title="sound_park" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/sound_park.jpg" alt="Sound Park." width="300" height="200" /></a>Sprzedaż plików muzycznych w Internecie to przyszłość branży fonograficznej. Tradycyjne nośniki są fajne, sympatyczne, osobiście bardzo je lubię &#8211; lecz niestety odchodzą do lamusa. Takie czasy. Moim skromnym zdaniem z płytami CD wkrótce będzie dokładnie tak samo, jak jest dziś z winylami &#8211; staną się kolekcjonerskim rarytasem, sentymentalną pamiątką, kąskiem jedynie dla największych zapaleńców i koneserów. Dystrybucja przeniesie się do sieci, a odtwarzanie plików (na różnego rodzaju urządzeniach) zastąpi klasyczne odsłuchiwanie płyt audio. Wiem, dla niektórych wizja to przerażająca, bezduszna, zbyt futurystyczna. Sam jestem umiarkowanym miłośnikiem fizycznych nośników, jak napisałem powyżej, i był nawet taki czas, kiedy je namiętnie kolekcjonowałem. Zresztą wciąż lubię potrzymać sobie ładnie wydaną płytę, obejrzeć poligrafię, włożyć krążek do odtwarzacza, posłuchać &#8211; wiadoma rzecz, taki audiofilski rytuał. Ale z drugiej strony, co tu dużo mówić, świadomość ogromnych możliwości, jakie daje zapis cyfrowy, skutecznie pobudza inne obszary mojej wyobraźni. I nakazuje łaskawszym okiem spojrzeć na rozwój nowoczesnych technologii.</p>
<p>Cały czas podkreślam &#8211; należę do pokolenia, które wychowało się na kasetach magnetofonowych. Później na szeroką skalę pojawiły się kompakty (choć oczywiście z winylami także miałem do czynienia). Z czystym sumieniem mogę zatem rzec, że przerobiłem dobrze wszystkie tradycyjne sposoby obcowania z muzyką (w sensie odsłuchiwania nagrań). A jednak opcja &#8222;sprowadzenia&#8221; utworu muzycznego do zwykłego pliku nie wydaje mi się niczym złym, żadną tam profanacją. Wręcz przeciwnie! To postęp, który &#8211; w dzisiejszej rzeczywistości i przy dzisiejszych możliwościach sprzętowych &#8211; znacznie ułatwia życie tym wszystkim, dla których muzyka coś znaczy. Można się spierać, czy słuchanie z laptopa, telefonu komórkowego itp. ma sens i jest w ogóle właściwym sposobem odbioru dzieła muzycznego, ale przecież trudno komuś narzucać, w jaki sposób ze sztuką (bądź rozrywką) ma obcować. Żyjemy w wolnym kraju, niech każdy sobie słucha, jak chce. Lubi gadżety &#8211; okej, nie lubi &#8211; też okej. Byle tylko przestrzegać praw autorskich i szanować własność intelektualną, a z tym w obecnych realiach nie jest niestety najlepiej. Jeśli już, to tutaj doszukiwałbym się największego minusa tej całej zabawy w pliki muzyczne, zapisy cyfrowe i internetową dystrybucję, której łatwość ma dwa oblicza &#8211; i dobre (bo szybka, tania i w dużej mierze bez pośredników), i złe (nagminne przypadki nielegalnego pobierania oraz używania plików chronionych prawami autorskimi).</p>
<p>No tak. Minusy nie powinny jednak przysłaniać plusów, szczególnie w sytuacji, gdy rzecz całą traktuje się w dużej mierze hobbystycznie, bez nastawienia na wymierny zysk, dlatego też zostawmy na boku &#8222;pirackie&#8221; dywagacje, a przejdźmy raczej do zalet internetowej dystrybucji muzyki i, co się z tym wiąże, do konkretów. Tu muszę przypomnieć, że do tej pory moje nagrania dostępne były (legalnie) na dwa sposoby: na normalnym, tradycyjnym, fizycznym nośniku CD (singiel <em>Kilka wskazówek dla grzecznych dziewczynek</em> oraz album <em>Zbieram na piwo</em> &#8211; obie płyty wydane przez firmę SFERA, tj. operatora serwisu megatotal.pl), a także jako pliki mp3 (o stosunkowo słabej lub średniej jakości) &#8211; pełniące funkcję nagrań &#8222;demo&#8221;, do pobrania z wyżej wymienionego serwisu, po wpłaceniu na konto albumu aktualnej kwoty minimalnej za utwór (w tzw. megagroszach). Słuchać tych piosenek &#8222;demo&#8221; można oczywiście bez żadnych opłat (najnowsze utwory, wraz z opisami, znajdują się<br />
ponadto na mojej stronie &#8211; też do posłuchania w dziale &#8222;NAGRANIA&#8221;). I to się nie zmienia, póki co oba źródła pozostają jak najbardziej aktualne. Dochodzi natomiast jeszcze opcja trzecia &#8211; sklep internetowy Sound Park Store, gdzie postanowiłem zamieścić pełną wersję EP <em>Jestem stąd</em>.</p>
<p>Nie będę się tu zbytnio rozpisywał na temat wspomnianego sklepu. W skrócie mogę powiedzieć, że jest to bardzo ciekawe, obiecujące, nowe przedsięwzięcie internetowe, któremu gorąco kibicuję. Umożliwia ono artystom dotarcie do szerokiego kręgu odbiorców. Co bardzo ważne &#8211; bezpośrednio! Muzyka w Sound Park Store jest w formacie mp3, bez zabezpieczeń DRM. Utwory są w wysokiej jakości (320 kbps). Legalnie zakupione piosenki można wypalić na płycie CD, wrzucić do swojego telefonu, iPoda lub dowolnego odtwarzacza MP3. Sound Park Store umożliwia zakup: albumów, singli oraz tzw. eBiletów na koncerty artystów (to też bardzo ciekawy pomysł). Na uwagę zasługuje także specjalny widget (coś w rodzaju mini sklepu) &#8211; czyli zgrabna aplikacja, którą każdy artysta może umieścić w dowolnym miejscu w Internecie (np. na swojej stronie, MySpace, Facebooku, stronach znajomych) i tym sposobem sprzedawać pliki mp3 oraz eBilety bezpośrednio z owych stron, bez konieczności wchodzenia na www.soundpark.pl.</p>
<p>Tyle w skrócie. Szczególnie zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia przywołanego adresu i dokładniejszego zapoznania się ze wszystkimi szczegółami, w tym oczywiście z pełną ofertą sklepu Sound Park Store. Dla mniej wnikliwych zamieszczę pod koniec wpisu widget z moim profilem i mini-albumem, lecz wcześniej chciałbym jeszcze wtrącić dwa słówka &#8211; po pierwsze na temat zawartości oferowanej w sklepie EP-ki, po drugie zaś na temat przyszłości ewentualnego pełnego albumu <em>Jestem stąd</em>, na który teoretycznie &#8211; już od przeszło 12 miesięcy &#8211; zbieram fundusze poprzez megatotal.pl.</p>
<p>Materiał zrealizowany w zeszłym roku oryginalnie składa się z 5 tracków. Trzy pierwsze &#8222;numery&#8221; to piosenki, które już zaprezentowałem i dokładnie scharakteryzowałem w dziale &#8222;NAGRANIA&#8221; (<em>Jad</em>, <em>Hej Kochanie!</em> i <em>Jestem stąd</em>). Każda z nich miała równoległą premierę w serwisie megatotal.pl oraz u mnie na stronie. Do tej pory nigdzie nie opublikowałem natomiast utworów nr 4 i 5. O ile czwarty kawałek nic nadzwyczajnego nie wnosi (jest to krótsza, &#8222;radiowa&#8221; wersja <em>Jadu</em> &#8211; nieco inny miks, eliminujący po prostu kodę z zakończenia), o tyle ostatni utwór na płycie (alternatywna wersja <em>Hej Kochanie!</em>) wydaje się być nagraniem ciekawym i wielce frapującym. Tego typu stwierdzenie mało skromnie może brzmieć akurat z moich ust, ale prawda jest taka, że spory wkład wniósł tutaj producent, Marcin Polaczkiewicz &#8211; a zatem mam prawo nieco bardziej obiektywnie ocenić efekt końcowy. Generalnie wyszedł nam utwór dość nowatorski i eksperymentalny, z czego bardzo się cieszę (fragment do posłuchania na Sound Park Store, całość do nabycia tamże). Oczywiście nie miejsce tu i nie czas na dłuższe wynurzenia, być może w przyszłości poczynię takowe (w dziale &#8222;NAGRANIA&#8221;, najlepiej w osobnym wpisie), póki co jednak postanowiłem wstrzymać się z &#8222;premierami&#8221; urządzanymi na dotychczasowych zasadach. Zawieszam je. Zawieszam je przynajmniej do momentu definitywnego i jednoznacznego wyjaśnienia kwestii tzw. limitów czasowych w tak lubianym i cenionym przeze mnie serwisie megatotal.pl.</p>
<p>A temat jest burzliwy. Wywołuje wiele kontrowersji i oficjalnie nie został jeszcze rozwiązany, lecz z nielicznych wypowiedzi twórców serwisu można wywnioskować, że &#8211; wraz z nową odsłoną portalu (MT 2.0) &#8211; dość rewolucyjne zmiany zostaną jednak wdrożone. Innymi słowy: artysta będzie miał określony, umowny, z góry narzucony czas na zebranie ustalonej kwoty. Jeżeli mu się to nie uda &#8211; album ulegać ma tzw. &#8222;restartowi&#8221;, czyli wszystkie pieniążki powrócą do fanów, a skarbonka zostanie wyzerowana. Bardzo mi się to nie podoba. Niejednokrotnie zabierałem głos w dyskusji &#8211; i oczywiście temu pomysłowi byłem zdecydowanie przeciwny. No i jestem wciąż! Bo nie życzę sobie żadnego limitu czasowego, bo niby z jakiej racji? Skoro się regularnie loguję, utrzymuję kontakt z inwestorami, działam, dodaję nowe utwory&#8230; To co, wszystko ma nagle iść na marne? Cały dotychczasowy wysiłek? Tylko dlatego, że jakiś &#8222;wizjoner&#8221; pochopnie wprowadzi administracyjne &#8222;limity&#8221;? Cóż, pozostaje tylko mieć nadzieję, że progi czasowe nie zostaną wdrożone (a przynajmniej nie w takiej wersji, jak to jest zapowiadane), w przeciwnym razie zmuszony zostanę do wycofania swoich piosenek oraz usunięcia albumu. Nie chciałbym tego robić, lecz być może będę musiał. Na razie czekam. Jednak postanowiłem, że do wyjaśnienia całej sprawy zawieszam definitywnie swoją aktywność na megatotal.pl (przede wszystkim wyrażając to poprzez nieaktualizowanie albumu). Nawet jeżeli nagram jakieś nowe utwory, to ich raczej tam nie zamieszczę. Zresztą w ogóle nośniki, o czym pisałem na wstępie, nie są sprawą przyszłościową – w przeciwieństwie do plików muzycznych. I to dodatkowo zniechęca mnie do idei ciułania na płytę (tłocznia, poligrafia – zupełnie niepotrzebne wydatki, które można sobie spokojnie odpuścić, a zaoszczędzone środki przeznaczyć np. na więcej godzin w studiu, a przez to na ciekawsze aranże lub rejestrację większej ilości utworów). Bo przecież sprzedaż muzyki spokojnie może wyglądać tak:</p>
<p><object width="460" height="318" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.soundpark.pl/wgt.swf?artist=612&amp;skin=darkgreen" /><embed width="460" height="318" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.soundpark.pl/wgt.swf?artist=612&amp;skin=darkgreen" allowscriptaccess="always" /></object></p>
<p>I dlatego cieszy mnie, że pojawiają się przedsięwzięcia w rodzaju Sound Park Store. To jest przyszłość, takim pomysłom szczerze kibicuję. Liczy się przede wszystkim muzyka, nie zaś jej &#8222;oprawa&#8221;, napędzanie obrotów pośrednikom czy osobom trzecim. I z tego też powodu nowe utwory &#8211; jeżeli starczy mi środków, czasu oraz zapału &#8211; przygotuję już prawdopodobnie tylko i wyłącznie z myślą o &#8222;wirtualnym&#8221; singlu albo albumie, dostępnym w internetowym sklepie z prawdziwego zdarzenia (jak np. Sound Park Store).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/11/sound-park/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje książki na Allegro</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/10/moje-ksiazki-na-allegro/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/10/moje-ksiazki-na-allegro/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Oct 2011 19:31:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[allegro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=707</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu zauważyłem, że na allegro.pl pojawiają się aukcje z moimi książkami. Dla przykładu pewna antykwarnia z Torunia oferowała nie tak dawno temu SPR &#8211; po dwóch czy trzech próbach znalazł się nabywca, książkę sprzedano. Podobnie rzecz się ma z płytami &#8211; zdarza się zobaczyć singla, zdarza się ujrzeć album. Wszystkie tego typu oferty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1073"><img class="alignleft size-full wp-image-1073" title="ksiazki" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/ksiazki.jpg" alt="Książki." width="300" height="200" /></a>Jakiś czas temu zauważyłem, że na allegro.pl pojawiają się aukcje z moimi książkami. Dla przykładu pewna antykwarnia z Torunia oferowała nie tak dawno temu <em>SPR</em> &#8211; po dwóch czy trzech próbach znalazł się nabywca, książkę sprzedano. Podobnie rzecz się ma z płytami &#8211; zdarza się zobaczyć singla, zdarza się ujrzeć album. Wszystkie tego typu oferty są jednak sporadyczne, na dodatek cenowo bardzo różnie się kształtujące, no i zazwyczaj proponujące produkty &#8222;używane&#8221;, czyli &#8211; rzec można &#8211; z wtórnego obiegu. W sumie trudno się dziwić &#8211; normalne prawa rynku. Ktoś przeczytał (albo i nie przeczytał), książka na półce zawadza &#8211; więc ją sprzedaje. A przynajmniej próbuje sprzedać, bo wystawienie przedmiotu na aukcji nie oznacza jeszcze, że do transakcji w ogóle dojdzie. Musi być odzew z drugiej strony, musi być &#8222;kontrahent&#8221;, musi być po prostu kupiec.</p>
<p>Idąc tropem tychże incydentalnych prób, sprawy wziąć postanowiłem w swoje ręce. Innymi słowy: ujednolicić, uzupełnić i usystematyzować allegrową ofertę ze swoimi książkami. Dystrybucja to w ogóle dość bolesna pięta achillesowa całej zabawy w niszowego pisarza. O ile dwie pierwsze książki z początku znaleźć dało się jeszcze w kilku lokalnych księgarniach (wydał je, a przez to i handlował nimi DOM KSIĄŻKI w Częstochowie), o tyle później bywało już tylko gorzej. I tak pewnie będzie dopóty, dopóki nie doprowadzę do wydania jakiegoś tytułu przez dużą, ogólnopolską oficynę, posiadającą odpowiednie kontakty z hurtowniami i dysponującą ogólnie pojętą siecią dystrybucji. Na razie to nierealne, a więc pozostaje Internet, no i sprzedaż wysyłkowa oczywiście. Jakiś czas temu rozważałem opcję dodania do strony wtyczki ze sklepem, z grubsza wyglądało okej, fizycznie dałoby się wykonać, ale&#8230; No właśnie. Po namyśle odpuściłem. Dlaczego? Ano po pierwsze &#8222;produktów&#8221; wielu do zaoferowania nie mam, a po drugie nie chciałbym, aby witrynę moją mylnie kojarzono lub odbierano jako jakąkolwiek formę dochodowej, komercyjnej działalności. Ja tu nawet żadnych reklam nie zamieszczam, nigdy ich nie zamieszczałem i pewnie nigdy się do takiego kroku nie posunę. To nie o to chodzi. Strona (blog?) charakter ma typowo informacyjny i hobbystyczny. Takie jest założenie wyjściowe i &#8222;brzegowe&#8221;, i staram się pozostawać &#8222;adminem&#8221; nieugiętym. Moim pragnieniem jest, aby &#8222;magazine&#8221; przybliżał pewne artystyczne kwestie, dawał możliwość skontaktowania się z autorem, ewentualnie pozwalał na pozostawienie jakiegoś komentarza. I tyle. Żadnego handlu, żadnych reklam czy komercji. Niektórzy usilnie próbują spamować, zamieszczają mi tu uporczywie jakieś komentarze (czasem nawet niby sensowne), lecz niestety z podtekstem reklamowo-komercyjnym (np. z odnośnikiem do swojego sklepu). Takie numery nie przechodzą jednak przez szczelne i bezwzględne sito &#8222;moderacji&#8221;. Nie zależy mi na ilości, ale na jakości. Zawsze się kieruję taką (poniekąd romantyczną) zasadą, więc na odstępstwa w owej kwestii nie ma co liczyć&#8230;</p>
<p>No dobrze, odbiegam od tematu. Wracając zatem do dystrybucji książek &#8211; allegrowe aukcje w pewnym sensie zainspirowały mnie. Uznałem, że jeżeli ktoś czegoś poszukuje, to w efekcie &#8211; wcześniej czy później &#8211; i tak dociera do najpopularniejszego w naszym kraju serwisu aukcyjnego. I jeżeli &#8222;produkt&#8221; znajduje, jeżeli ma życzenie złotówki swoje wydać &#8211; zakupów dokonuje. Jeżeli &#8222;produktu&#8221; nie znajduje &#8211; często bywa, że dochodzi do (niekoniecznie prawidłowego, acz prostego) wniosku: tego czegoś na rynku nie ma lub tego czegoś kupić się nie da. Takie czasy. Z moją tezą można się zgadzać, można się oczywiście nie zgadzać. Nie w tym rzecz. Tak sobie założyłem i już, i założenie moje stało się podwaliną do działania.</p>
<p>Jakiego? Ano takiego, aby wyjść &#8211; w sposób kompletny i ujednolicony &#8211; naprzeciw pojawiającym się od czasu do czasu zapytaniom o możliwość nabycia niskonakładowych, bardzo niszowych publikacji niżej podpisanego zapaleńca. Tak. Bo zdarzają się także i tacy zapaleńcy, którzy te zapiski chcieliby nie tylko przeczytać, ale i posiadać na własność, ustawić na półce, bo ja wiem&#8230; Czasami zwyczajnie do nich wracać. Dla mnie to bardzo miłe. To w zasadzie taka kwintesencja całej zabawy w pisarza. Duża satysfakcja i frajda, nie ukrywam. Więc tak sobie pomyślałem, że umożliwię zainteresowanym w łatwy i niekrępujący sposób &#8211; po bardzo korzystnej cenie &#8211; nadrobienie kolekcjonersko-czytelniczych zaległości. Do wyczerpania skromnych zapasów oczywiście, ale to i tak lepsze niż nic. Bo najprościej jest machnąć ręką, najprościej jest &#8222;lachę&#8221; położyć na wszystko i stwierdzić, że nie ma sensu, że się nie opłaca, że nikogo to nie interesuje przecież. Otóż interesuje, muszę powiedzieć. Może jednostki, ale jednak. I dla tych jednostek, dla tych nielicznych odbiorców warto. Przez jakiś czas preferowałem &#8222;jedynie słuszną&#8221; zasadę, że wystarczy napisać, zwrócić się do mnie, a pomogę, podpowiem, nawet książkę czy płytkę sprezentuję, za darmo wyślę czy przekażę. W podzięce za miłe słowa, za komentarz, za recenzję czy choćby za symboliczne wsparcie (nie tylko finansowe) moich &#8222;projektów&#8221; muzycznych &#8211; np. na megatotal.pl&#8230; Tak było. Żadnych podtekstów, żadnych dwuznaczności. Zwyczajnie chciałem podziękować, &#8222;promując&#8221; się przy okazji, bo wiadomo &#8211; jeden zadowolony Czytelnik to potencjalna możliwość, że przybędzie kolejny, że &#8222;zarazi&#8221; kogoś lub przyciągnie. Trochę to działa, a trochę nie. Zdarza się bowiem, że ktoś jednak dziwił się, płacić mi honorowo chciał, głupio było temu i owemu. Wbrew moim intencjom &#8211; stawiałem czasem kogoś w niezręcznej sytuacji, bo uczciwie nabyć by chciał, za książkę zapłacić &#8211; a tu się nie dało, nie było komu, nie było gdzie&#8230; Choćbym wcale zapłaty nie oczekiwał w danej sytuacji &#8211; bywało niezręcznie.</p>
<p>I to wszystko dało mi dużo do myślenia. Połączyłem fakty, pokombinowałem. I wydumałem sobie, że stworzę coś w rodzaju stałego, internetowego &#8222;kiermaszu&#8221;. Jeszcze raz podkreślam &#8211; nie dla zysku, lecz promocji. Jak to się praktykuje przy okazji wieczorków autorskich, kiedy wystawia się książeczki i za niewygórowaną cenę oferuje je przybyłym na imprezę sympatykom (ja przynajmniej tak czynię i tak rozumiem wieczory promocyjne). A przecież tak można uczynić na stałe i dla wszystkich! Nie tylko dla ludzi, którzy mają akurat czas, są wtajemniczeni, mieszkają blisko i &#8211; na ten przykład &#8211; do Częstochowy na spotkanie Literackiego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji mogą wpaść. Ja chciałbym stworzyć taką możliwość każdemu &#8211; i to niezależnie od czasu, od miejsca czy od geografii. Oczywiście nie ma to jak spotkania autorskie, no ale nie odbywają się one na zawołanie&#8230; Jakąś namiastkę obcowania z autorem daje na pewno strona internetowa, gdzie piszę i o nowościach, i wspominam starsze teksty czy piosenki.</p>
<p>A teraz jeszcze link do allegrowych aukcji się pojawia. Bo konkluzja tego przydługiego wywodu będzie akurat krótka i konkretna &#8211; zarejestrowałem się, powołałem &#8222;do życia&#8221; wyspecjalizowanego użytkownika społeczności allegrowej i wystawiam swoje własne książki. Aż do &#8222;zwycięstwa&#8221; &#8211; czyli wyprzedania niewielkich w sumie nakładów. A że niedużo z tych niewielkich nakładów już pozostało &#8211; to aukcje mają w pewnym sensie charakter kolekcjonersko-unikatowy (w większości przypadków zdobyć jeszcze można oryginalne, pierwsze wydania). Pewnym minusem &#8211; z mojego punktu widzenia &#8211; są oczywiście żelazne opłaty za &#8222;wystawienie&#8221; przedmiotu. Niezmienne i nie do ominięcia. Niby niewielkie, ale gdy tak się wszystko zsumuje, gdy kolejne &#8222;wystawienia&#8221; za bardzo wymiernego efektu nie przynoszą &#8211; to i kwoty jakieś tam się z tego uzbierają (bo za niesprzedaną książkę też trzeba opłatę odprowadzać). Jestem świadom tego minusa, lecz przecież &#8211; jak napisałem &#8211; globalny &#8222;zysk&#8221; jest jednak nieporównywalnie większy (oczywiście niematerialny). Więc macham ręką, póki co przynajmniej, na te mityczne opłaty dla właściciela serwisu aukcyjnego i wystawiam konsekwentnie własne &#8222;produkcje&#8221; literacko-muzyczne. A niech tam. Jak szaleć, to szaleć. Trzeba wierzyć, że ma to sens.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/10/moje-ksiazki-na-allegro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia jednego czworonoga &amp; Kleptomani (epizod 5 i 6)</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/09/historia-jednego-czworonoga-kleptomani-epizod-5-i-6/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/09/historia-jednego-czworonoga-kleptomani-epizod-5-i-6/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Sep 2011 20:10:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[publikacje]]></category>
		<category><![CDATA[częstochowski magazyn literacki "GALERIA"]]></category>
		<category><![CDATA[świat według sochy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=695</guid>
		<description><![CDATA[Wrzesień, jak to przepowiadałem we wpisie &#8222;ogórkowym&#8221;, przyniósł wreszcie nowy numer &#8222;GALERII&#8221; (maj-sierpień 2011). Pismo świętuje mały jubileusz &#8211; ukazało się po raz dwudziesty. Z tej okazji wiele miejsca poświęcono oczywiście wspomnianemu jubileuszowi, niemniej stałe rubryki pozostały bez zmian. Świat według Sochy, co mnie bardzo cieszy, znów zawiera 2 nowe epizody. Znajdują się one na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1068"><img class="alignleft size-full wp-image-1068" title="galeria_20" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/galeria_20.jpg" alt="GALERIA nr 20." width="300" height="200" /></a>Wrzesień, jak to przepowiadałem we wpisie &#8222;ogórkowym&#8221;, przyniósł wreszcie nowy numer &#8222;GALERII&#8221; (maj-sierpień 2011). Pismo świętuje mały jubileusz &#8211; ukazało się po raz dwudziesty. Z tej okazji wiele miejsca poświęcono oczywiście wspomnianemu jubileuszowi, niemniej stałe rubryki pozostały bez zmian. <em>Świat według Sochy</em>, co mnie bardzo cieszy, znów zawiera 2 nowe epizody. Znajdują się one na stronach 185-200, są utrzymane w całkowicie różnych konwencjach i podejmuję w nich całkowicie odmienną problematykę.</p>
<p>Pierwszy z zaprezentowanych utworów &#8211; bo tak tekst ten trzeba nazwać &#8211; to w zasadzie samodzielne, rasowe, odrębne opowiadanie, nie będące w żaden sposób związane z wcześniejszymi odcinkami. Spokojnie mogłoby zostać wydrukowane w klasycznym zbiorku prozatorskim i nie byłoby w tym żadnego nadużycia. Co więc robi w <em>Świecie według Sochy</em>? Ano już kiedyś pisałem, że mój wyjściowy pomysł na serię jest dosyć liberalny i dosyć &#8222;pojemny&#8221;, tzn. nie stawiam sobie większych ograniczeń stylistyczno-tematycznych. A wręcz mogę pokusić się o stwierdzenie: im bardziej różnorodnie się to wszystko rozwija, tym lepiej. Dlatego tak bardzo pożądane wydają się tutaj &#8222;stand-alony&#8221;, choć oczywiście nic takiego nie mogło raczej pójść na początek. Należało troszeczkę odczekać, wiadomo&#8230; Po czterech odsłonach seria ma już jednak pewien rytm, wypracowałem pewien schemat i pewien rozpoznawalny, charakterystyczny klimat (mam nadzieję). Teraz przyszła zatem pora na utwór nietypowy. Nosi on tytuł <em>Historia jednego czworonoga</em> i opowiada, jak łatwo wydedukować, dzieje pewnego pieska. Żadnych szczegółów zdradzać tutaj naturalnie nie zamierzam, polecam tekst. Z kronikarskiego &#8222;obowiązku&#8221; nadmienię jedynie, że napisałem go w marcu, dał mi sporo frajdy i satysfakcji prozatorskiej.</p>
<p>Drugim proponowanym w najnowszej &#8222;GALERII&#8221; epizodem są <em>Kleptomani</em>. Odcinek wpisuje się, jak myślę, dość ściśle w klimat i styl tych wcześniej zamieszczonych. Z pewnym przymrużeniem oka można go zatem nazwać &#8222;głównonurtowym&#8221;. Też w niuanse czy analizy żadne wdawał się tutaj nie będę, powiem tylko krótko, że &#8222;na tapetę&#8221; wziąłem bardzo mało chwalebną przywarę ludzką, różne jej odmiany &#8222;nakreślając&#8221; na konkretnych przykładach (choć także i wcześniejsza <em>Historia jednego czworonoga</em>, wbrew pozorom, po kilku ludzkich przywarach się ślizga). Epizod powstał w kwietniu, lecz prawda jest taka, że nosiłem się z zamiarem &#8222;dziobnięcia&#8221; tej &#8222;kleptomańskiej&#8221; tematyki już od dawna, tylko tak mi ciągle jakoś nie było po drodze, tak jakoś nic się nie kleiło&#8230; Dopiero konwencja <em>Świata według Sochy</em> przyszła z konkretną pomocą, dała skutecznego &#8222;kopa&#8221; i pomysł &#8211; jak widać &#8211; pozwoliła pomyślnie zrealizować.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/09/historia-jednego-czworonoga-kleptomani-epizod-5-i-6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Jad&#8221; doceniony (w serwisie ZobaczTalent.pl)</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/08/jad-doceniony-w-serwisie-zobacztalent-pl/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/08/jad-doceniony-w-serwisie-zobacztalent-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Aug 2011 23:11:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>
		<category><![CDATA[zobacz talent]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=684</guid>
		<description><![CDATA[A jednak cierpliwość się opłaca i bywa nagradzana &#8211; miło mi poinformować, że piosenka Jad została laureatką konkursu na zobacztalent.pl! Długo czekałem, najważniejsze jednak, że się doczekałem. Oczywiście żaden to triumf, żadne osiągnięcie, żaden tam hitowy news czy w ogóle cokolwiek znaczącego. Bardziej w kategoriach ciekawostki oraz zabawy rzecz całą traktować należy (w sam raz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/2011/03/zobacz-talent/zobacz_talent/" rel="attachment wp-att-1082"><img class="alignleft size-full wp-image-1082" title="zobacz_talent" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/zobacz_talent.jpg" alt="Zobacz Talent." width="300" height="200" /></a>A jednak cierpliwość się opłaca i bywa nagradzana &#8211; miło mi poinformować, że piosenka <em>Jad</em> została laureatką konkursu na zobacztalent.pl! Długo czekałem, najważniejsze jednak, że się doczekałem. Oczywiście żaden to triumf, żadne osiągnięcie, żaden tam hitowy news czy w ogóle cokolwiek znaczącego. Bardziej w kategoriach ciekawostki oraz zabawy rzecz całą traktować należy (w sam raz na miarę sezonu ogórkowego), niemniej przyjemnie jest ogłosić, że tyle co zakończona edycja konkursu o nazwie &#8222;MegaTotal&#8221; przyniosła utworowi mojego autorstwa symboliczne wyróżnienie. Za ową &#8222;symboliczną&#8221; satysfakcją idzie zresztą także nagroda bardzo wymierna i nie do pogardzenia &#8211; solidne doładowanie albumu <em>Jestem stąd</em> (w kwocie 20.000 megagroszy).</p>
<p>Zakończona edycja konkursu była jedenastą. Biorąc pod uwagę fakt, że o całej idei pisałem już w marcowym wpisie i od tego czasu konsekwentnie zgłaszałem swój materiał do udziału (bodajże od drugiej edycji), bardziej zrozumiała staje się chyba ta początkowa myśl o cierpliwości. Jak widać &#8211; warto próbować. Oczywiście ktoś spytać może trzeźwo, a nawet z przekąsem: no i co z tego? Cóż ci ta wygrana daje? Ano nic, odpowiem zgodnie z prawdą, nic szczególnego. Toteż sukcesiku tego wcale nie przeceniam, daleki jestem od podniecania się czy wyolbrzymiania skromniutkiego pod każdym względem rozstrzygnięcia. Portal jest niszowy, konkurencja (w sensie ilościowym) nie była powalająca, przez te pół roku pojawiania się w kolejnych edycjach kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt(?) nowych osób mnie jednak posłuchało, zamieszczono parę sympatycznych komentarzy, a to wszystko autentycznie cieszy. I samo w sobie jest przecież sukcesem&#8230;</p>
<p>Regulamin konkursu pozwala na maksymalnie 2 wygrane danego artysty, więc pewnie za jakiś czas znów którąś z piosenek zgłoszę &#8211; o ile konkurs przetrwa i dalej będzie funkcjonował na dotychczasowych zasadach. Póki co chciałbym podziękować wszystkim za oddane głosy (nie tylko w ostatniej edycji), no i za ciepłe komentarze. Dzięki stokrotne!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/08/jad-doceniony-w-serwisie-zobacztalent-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sezon ogórkowy</title>
		<link>http://www.rafalsocha.pl/2011/07/sezon-ogorkowy/</link>
		<comments>http://www.rafalsocha.pl/2011/07/sezon-ogorkowy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Jul 2011 00:10:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rafał Socha</dc:creator>
				<category><![CDATA[aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[częstochowski magazyn literacki "GALERIA"]]></category>
		<category><![CDATA[megatotal]]></category>
		<category><![CDATA[zobacz talent]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.rafalsocha.pl/?p=666</guid>
		<description><![CDATA[Sezon ogórkowy w pełni&#8230; Nic dodać, nic ująć. Nowych publikacji brak, nowych produkcji muzycznych brak, jakichkolwiek wydarzeń i newsów z pogranicza tzw. działalności artystycznej &#8211; także brak. Krótko mówiąc: nic się nie dzieje. Piszę jednak, bo dawno niczego tutaj nie pisałem, a o stronę internetową &#8211; jak o te tytułowe warzywa na poletku &#8211; wypadałoby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.rafalsocha.pl/?attachment_id=1076"><img class="alignleft size-full wp-image-1076" title="ogorki" src="http://www.rafalsocha.pl/wp-content/uploads/2012/03/ogorki.jpg" alt="Sezon ogórkowy w pełni." width="300" height="200" /></a>Sezon ogórkowy w pełni&#8230; Nic dodać, nic ująć. Nowych publikacji brak, nowych produkcji muzycznych brak, jakichkolwiek wydarzeń i newsów z pogranicza tzw. działalności artystycznej &#8211; także brak. Krótko mówiąc: nic się nie dzieje. Piszę jednak, bo dawno niczego tutaj nie pisałem, a o stronę internetową &#8211; jak o te tytułowe warzywa na poletku &#8211; wypadałoby przecież dbać, choćby klecąc coś na kształt &#8222;raportu ogórkowego&#8221;. O czym? Ano o tym właśnie, że nic się nie dzieje. Nie dzieje się zaś z trzech podstawowych powodów:</p>
<p>1. Są wakacje.<br />
2. Poza tym, że są wakacje i nastał czas urlopowy, to ja przebywam na megaurlopie (wychowawczym).<br />
3. W dalszym ciągu zamieszkujemy z Żoneczką i Córeczką z dala od stron rodzinnych (tj. w naszej stołecznej kwaterze &#8211; tu już nie tylko wtajemniczeni, lecz i uważni Czytelnicy <em>Świata według Sochy</em> jako taką orientację posiadają).</p>
<p>W Internecie nie zwykłem rozwijać wątków osobistych. Na aktywności literacko-muzycznej zazwyczaj się koncentruję. Nie inaczej będzie i teraz, zaś wstawki o urlopie wychowawczym i zamieszkiwaniu poza domem mają po prostu unaoczniać pewne tło (bezczynności &#8222;artystycznej&#8221;, no i &#8211; co za tym idzie &#8211; braku konkretnych newsów na stronie).</p>
<p>OK, to tyle tytułem wstępu. Zacznijmy może od muzyki. W zeszłym miesiącu było sympatycznie, bo upubliczniłem nową piosenkę. To zawsze fajna okazja, taka miła i taka przyjemna &#8211; czymś premierowym się pochwalić. I naturalnie było miło, było przyjemnie (przynajmniej dla mnie), nie wszyscy jednak może wiedzą, że zaprezentowałem utwór już nie taki nowy. Piszę o tym w stosownym miejscu, cała geneza powstania jest tam uczciwie wyłuszczona, żadnej tajemnicy nie robię, niemniej nie każdy może doczytał. A poza tym, skoro się news ukazuje, to nawet tak podświadomie można byłoby przyjąć, że traktuje on o wydarzeniu świeżym, bieżącym, jeszcze ciepłym. Tutaj tak nie było. Przedstawiłem efekt zeszłorocznej sesji nagraniowej, gdyż kawałek <em>Jestem stąd</em> do czerwca ukrywałem po prostu w szufladzie i teraz go dopiero w otchłań Internetu wypuściłem (dodając do albumu na megatotal.pl) &#8211; trochę taktycznie (żeby się przypomnieć tamtejszym Fanom), a trochę sentymentalnie (w trzecią rocznicę zaistnienia na portalu). Nagrań nowych (w sensie ścisłym) prędko nie będzie. Ani nie muzykuję teraz, to znaczy niczego nie układam i nie ćwiczę zbytnio, ani nie mam możliwości &#8211; gdybym nawet już coś tam &#8222;na sucho&#8221; wymyślił &#8211; regularnego bywania w studiu i nagrywania. Z całą pewnością taki stan rzeczy potrwa przynajmniej do wiosny, nie ma się co oszukiwać. Z występami na żywo sprawy mają się bardzo podobnie &#8211; w zasadzie nie ma takiej opcji, aby się gdzieś pokazać. Był kiedyś pomysł występu w ramach sierpniowych Dni Częstochowy (na imprezie organizowanej przez Li-TWĘ), i może nawet będąc przelotem w domu dałoby radę się na taką scenę wprosić, ale nie będę tu wielkich nadziei nikomu robił. Czynną działalność muzyczną, mówiąc krótko i uczciwie, na razie zawieszam. Pozostaje aktywność bierna, jak np. przypominanie się na megatotal.pl (aktualnie album poparło 82 Fanów, cały czas staram się oczywiście pozyskiwać następnych) czy udział w konkursach internetowych (jak np. na zobacztalent.pl &#8211; w ostatniej edycji było dość blisko zwycięstwa i nagrody, bo zająłem III miejsce). No ale generalnie rzecz biorąc muzykowanie popadło w stan zahibernowania i, jak nadmieniłem wyżej, przynajmniej do wiosny przyszłego roku taka sytuacja się nie zmieni.</p>
<p>Proza, książki, literatura &#8211; co z tym? Tu też nie jest za ciekawie, choć wydaje mi się, że na tym akurat obszarze nieco większe pole manewru mam do dyspozycji. A jednocześnie nie wszystko zależy przecież ode mnie. Do &#8222;GALERII&#8221; przygotowałem dwa kolejne odcinki <em>Świata według Sochy</em> (piąty i szósty). Są nawet złożone, magazyn czeka jednak na druk&#8230; I trudno powiedzieć, jak długo czekał będzie (prawdopodobnie do zakończenia sezonu &#8222;ogórkowego&#8221;, tzn. gdy już wszystko ruszy swoim normalnym trybem). W międzyczasie dwa następne epizody też praktycznie ukończyłem, i oczywiście pomysły na jeszcze kolejne części gromadzę, no ale niczego tutaj nie pogonię. Pisać mogę co najwyżej do szuflady &#8211; choć i z tym nie tak łatwo, bo stukanie w klawiaturę wymaga dużej ilości czasu i przynajmniej odrobiny autentycznej koncentracji, a z tym u mnie, że się tak wyrażę, ostatnimi czasy krucho&#8230; Nowej książki w ogóle nie ma się co spodziewać w perspektywie najbliższych paru/parunastu miesięcy. Już prędzej jakieś wznowienie, przed wakacjami myślałem o nowych wydaniach dość konkretnie i dość intensywnie, na fali takiegoż entuzjazmu wprowadziłem nawet z grubsza poprawki, co nieco też uzupełniłem, ale na razie idea trafiła &#8211; w głównej mierze za sprawą mojej osobistej decyzji &#8211; do &#8222;poczekalni&#8221;. Blisko było bowiem ukazania się starszych książek w postaci elektronicznej, jednak nie do końca przekonany jestem jeszcze co do tego nowoczesnego sposobu prezentowania prozy, a na dodatek nie doszedłem do porozumienia z potencjalnym wydawcą (i nie chodzi tu o moje próżne widzimisię, fanaberie czy jakąś tam pseudopozę, a o rzecz dość istotną &#8211; poszło o kwestię wprowadzania poprawek &#8222;edytorskich&#8221; bez mojej wiedzy i w ogóle o tzw. korektę, moim zdaniem nazbyt daleko posuniętą, co widziałem po nadsyłanych mi próbkach, a na co oczywiście nie mogłem się w umowie zgodzić). Więc pomysł e-booków na razie odrzucam, choć pewnie kiedyś do niego powrócę.</p>
<p>I cóż, w zasadzie to tyle. Może niebawem, gdy sezon &#8222;ogórkowy&#8221; przeminie, coś pójdzie do przodu. Póki co polecam rodzime warzywa (a i owoce naturalnie też). Konsumujmy do syta, póki tanie i świeże&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.rafalsocha.pl/2011/07/sezon-ogorkowy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

